Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzyobszarowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą międzyobszarowo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 października 2015

Innymi słowy...

...musimy zdawać sobie sprawę z tego, że...

czyli uśmiechy z historii średniowiecznej Polski. Prowadzi prof. RM.

Na stole leży 30 centymetrowy stos książek. Wchodzi profesor:
- Tak mało? Muszę interweniować.
I poszedł do lektorium. Było jeszcze drugie tyle.

Dyskutujemy o początkach państwa jako takiego. "System podatkowy", a właściwie daniny...
- To jest tak jak obecnie, proszę Państwa. To nie jest żaden dar, że ja wpłacam coś do Urzędu Skarbowego.

Czytamy źródło. Tym razem Geograf Bawarski. Jest tam wykaz rozmaitych plemion razem z tym, ile które plemię ma civitas (grodów/miast/nie wiadomo, co autor przez to rozumiał). Przeczytaliśmy już o iluś takich plemionach...
- Czesi, 15 grodów. To jest bardzo interesujące, wiedzą Państwo?
No i faktycznie, ze względów archeologicznych i w szerszym kontekście źródłoznawczym to jest faktycznie interesujące. Niemniej, zabawnie to zabrzmiało w momencie, w którym czytamy i czytamy o tych plemionach i grodach, właściwie nic więcej o tych plemionach nie wiadomo, a tu bach, Czesi, 15 grodów, informacja wygląda tak standardowo jak na to źródło, a tu się okazuje, że to ciekawe.

niedziela, 25 października 2015

Studia trochę uśmiechnięte

Co ja tu robię...
...zadaję sobie to pytanie od dni dwudziestu pięciu. To znaczy od 1. października.

W zeszłym roku wszyscy ze starszych lat mówili, że jak już się przetrwa I rok, to już potem będzie łatwo i przyjemnie.
Aha.
Bardzo śmieszne, ale nie.

Ćwiczeń jest więcej, w dodatku źródła się czyta po tej pięknej łacinie a nie po polsku, więc trzeba je tłumaczyć, nie daj Boże prowadzący literaturę przedmiotu poda angielską, którą się bądź co bądź wolniej czyta... No nie, no po prostu nie jest łatwiej. A egzaminy z epok - co z tego, że może prostsze, skoro są 2 w roku, a nie jeden...?

* * *

No nic. Dość okropnie jest, ale czasem śmiesznie. I starym dobrym zwyczajem to "śmiesznie" zapisuję na marginesach, na końcach zeszytów czy w środku notatek. Nowi koledzy i koleżanki powoli odkrywają, że to, że zawzięcie notuję, to nie znaczy, że mam notatki...

...i mamy w tym roku nowych bohaterów uśmiechniętych.
Mam zaszczyt Państwu przedstawić:

czwartek, 10 września 2015

Wielka lista vol. 2

To tak do posłuchania do czytania tego, co niżej.

Właśnie zaczęłam prawdziwe wakacje bez egzaminu nad głową! Nowa rzeczywistość (ostatnio tak było 11 miesięcy i 9 dni temu) do mnie chyba jeszcze nie dociera.

W czerwcu napisałam przed egzaminem, komu chcę podziękować (do przeczytania TUTAJ).
A przez wakacje tych osób się trochę namnożyło :-)

Powtórzę podziękowania dla Pana Boga - Taty. Za wakacje. Bo były super, mimo, że z egzaminem nad głową. Jednak tak bardzo się nie zmieniły (oprócz świadomości egzaminu wiszącego nad głową. Ale tą się dało przeżyć). I w ogóle.

Dziękuję wolontariuszom i podopiecznym z Brańszczyka za wspaniałe dni zaraz-po-egzaminie, które swoją intensywnością skutecznie oderwały mnie od myślenia o tym, że "coś" mi się nie udało :-). To za to mogę podziękować w kontekście egzaminu. A poza tym jesteście super i baaardzo się cieszę, że mogłam z Wami być i uczyć się pomagać i kochać.

I ludziom, którzy przyjechali na warsztaty z JDMów do Warszawy, za wspólne śpiewanie! Że mogłam sobie do Was przychodzić na chwilę rano czy wieczorem i się razem z Wami modlić, że się za mnie modliliście i dałam radę napisać te dwie prace w tydzień... ;-).

Dziękuję Ostoi i Podniebnemu Szlakowi i Hani i Mai za super obóz w Bieszczadach (i Panu Bogu za pogodę i widoki), za wspólne przygody i... :)

Grupie Szarej za pielgrzymkę. Za wspólne "iście" w tym niewyobrażalnym upale. Za modlitwę w moich intencjach. Super ;-) Bóg słucha!

Mamie i Jagusi za robienie w górach wszystkiego, żeby mi ułatwić życie z nauką z widokiem na Tatry :)

I mojemu tutorowi, że trzymał kciuki i wspierał.

Dobra, niech będzie. JEZUITOM. Za to, że rozwalają. (I Panu Bogu, że składa...)

I na koniec Mary dużo miłości (skoro Cię już nie denerwuje), za to, że była gotowa mnie ratować i się ze mną cieszyć, zależnie od okoliczności.

No i co?
I dr. hab. PJ. Za przemiłą [dla mnie] rozmowę i 3 w USOSie.

Czuję mnóstwo, mnóstwo radości :)


wtorek, 4 sierpnia 2015

Kiedy Sparta staje się Spartą?

To pytanie zadane przez autorów podręcznika nie daje mi spokoju :).
Jak można w ogóle o coś takiego pytać. Czy jest możliwe, żeby Sparta nie była Spartą? Czy dowolny X może nie być sobą, Xem znaczy się?

Wtedy istniałby przedmiot sprzeczny.
I zbiór pusty miałby jakiś element.
I nie byłby pusty.

A to bardzo dużo zmienia. W matematyce. I w filozofii.

Koniec.





PS odpowiedź na to pytanie brzmi standardowo: nie wiadomo.

poniedziałek, 13 lipca 2015

* * *

akompaniament do dzisiejszej wyrwanej kartki ;-)

Pisała kolejną stronę pracy i nagle oczy jej wyszły na wierzch ze zdumienia.

Już nie musiała zadawać pytania, gdzie On jest.
W zasadzie było jej wszystko jedno, gdzie On dokładnie jest - ważne było to, że On działał. Tu i teraz, właśnie w tym momencie... i w całym poprzednim dniu. I nocy. I o poranku. Więc pewnie jest tuż obok.

* * *

Powolne olśnienie zaczęło się wczoraj na balkonie. Patrzyła na ogród. Myślała o swoim zmęczeniu i o tym, ileż to cudów musiałoby się stać, żeby dała radę. Prosiła Go o pomoc. Daj mi sił...

Ale w którymś momencie zorientowała się, że nie. Że wcale nie. Że ona nie chce dostać siły. Ona ma swój własny plan na to, jak to ma wyglądać. Ona nie chce dostać siły. Chce dalej być zmęczona i odpocząć. Móc odpocząć. Nie musieć się spieszyć choć przez chwilę. Na myśl o tym, że miałaby od Niego dostać jakieś siły "extra"... ogarniało ją jeszcze większe zmęczenie.

To bez sensu - pomyślała - W ten sposób to my się nigdy nie dogadamy. Ale ta szczerość boli. Tak sobie uświadomić, że wcale się nie chce tego, o co się prosi. I jak tu się dziwić, że się nie dostaje... :P Ech... nie wiem, to może zrób coś, żeby mi się chciało mieć siłę? Żebym to jakoś ogarnęła...?

Nie ograniczajmy możliwości Boga swoimi planami.

* * *

Siedziała w kuchni, rozmawiała z S. Przyszedł na chwilę R., też porozmawiał. Pośmiali się. I R. mówi: dobra, muszę jeszcze do nich pójść chwilę pogadać... <chwila zastanowienia> nie... chyba chcę. No, chcę, tak.

* * *

Leżała w łóżku. Zasypiała...
...a gdyby tak powiedzieć sobie, że chcę? Nie że "muszę napisać teraz te prace", tylko że "chcę je teraz napisać". Właśnie tego dnia i w tych godzinach? Kurczę, po co ja studiuję. Przecież wiem, ostatnio sobie przypomniałam. No, postaram się jutro mówić sobie, że chcę. Iść. Pisać. Pisać. Pisać. Czytać. Achchchchch.

* * *

Rano siedzieli w ciszy. Rozmawiali z Nim. Nagle przypomniała sobie swoje nocne rozmyślania. No tak... chcę. Chcę. Chcę. A przynajmniej chcę chcieć, a to już coś...

Wyszła, szła do biblioteki. Jak już tyle razy w tym roku... teraz niby wakacje, a ona dalej do tej biblioteki. I nagle przypomniało jej się przedwczorajsze kazanie. Aaa...! jestem księżniczką! Czy ja idę dziś tą ulicą jak księżniczka? Jak dziedzic królestwa? Nie. Ups... No to głowa do góry, nie musimy się bać...!
Chwilę później zorientowała się, że no właśnie. Jesteśmy dziedzicami niezależnie od wszystkiego. I jej się może nawet nie udać tego napisać, i pół życia może się rąbnąć, i wszystko może szlag trafić. A dziedzicami jesteśmy i tak. O Matko Święta, TO NIE MA ZNACZENIA. Hallelujah, od razu lepiej się idzie. Idzie, bo chce. A nie dlatego, że od tego zależy jej szczęście. Jakieś zadowolenie czy coś... to tak. Ale szczęście? Nie.

Świat jest piękny.

* * *

No i siedziała w tej bibliotece. Pisała kolejną stronę pracy.
I nagle przypomniała sobie, o co się wczoraj modliła. Żeby chciała mieć siłę.
No, to ma. Chce mieć siłę i w dodatku dostała ją od razu, już bez proszenia.

On jest.
On działa.
Coś podobnego. Ech, niby w to tak wierzy i "ten tego", a jednak zawsze jest nieco zaskoczona...

Sto łask w każdym momencie
Sto razy więcej niż mógłbym chcieć
Wciąż mi dajesz w prezencie
Bym w całej pełni mógł życie mieć!

piątek, 10 lipca 2015

Dzień sportu i jajka - brańszczykowe opowieści

Prof. ŁNS powiedział, że mam swobodny styl pisania i dobrze się czyta, i żebym to pielęgnowała. Toteż pielęgnuję... :) Swoją drogą, trochę się bałam, co on powie na mój styl pisania, bo pracę roczną pisałam takim językiem...no właśnie swobodnym. Trochę jak blog, bez przesady, nie całkiem, ale jednak tak jakoś...nie przypominało mi to języka żadnej z książek stricte naukowych, które zdążyłam w życiu przeczytać.
Ale wróćmy do pielęgnowania mojego swobodnego stylu i opisywania niezwykłego miejsca nad Bugiem :)

Krótki słownik postaci na najbliższą historyjkę;

- DJ Szeląg, czyli jeden z Kamilów. Kamil jeździ na wózku, nie mówi normalnie, a za pomocą książki. W ogóle jestem pod wrażeniem tego wynalazku - że ktoś wymyślił, żeby zrobić książkę z obrazkami/znakami migowymi, wszystko podpisane, pięknie posortowane, tak, że Kamil znając książkę na pamięć potrafi całkiem sprawnie znaleźć słowo, o które mu chodzi (właściwie cała zwłoka polega nie na myśleniu, gdzie jest dane słowo, a na poprzewracaniu kartek, która to czynność akurat w wykonaniu Kamila jest mocno utrudniona).

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Egzamin u PJ-a

Jest 7. maja. Zaczynam pisać notkę, która już od dawna się tworzy w mojej głowie, a opublikuję ją w czerwcu. Jak już będę po egzaminie. Jak już zdam.
Ale egzamin wypełnia kawałek mojego życia, nauka do niego jeszcze większy i rozmyślania filozoficzne na temat niego też całkiem spory.

(13. maja 2015)
Zaczynam rozumieć Wojtka. Wojtek to kolega z II roku, który mi pożyczył wszystkie książki do egzaminu, z których się teraz uczę. Jak się umawialiśmy to prosił, żebym nie zniszczyła ich, bo mają dla niego wartość sentymentalną.
Nie rozumiałam wartości sentymentalnej. Już rozumiem. Tyle czasu się z nimi spędza, co z najbliższym przyjacielem. Tyle się czyta, tyle się uczy... rozumiem. W sumie dla mnie też już mają wartość sentymentalną i ze smutkiem myślę, że będę musiała je oddać. Jakoś tak...

Przychodzi też taki moment, kiedy to wszystko mnie przerasta. Po prostu ten egzamin, pozostałe egzaminy, prace roczne do napisania, kolokwia z matmy na karku i wszystko naraz... się robi jedno wielkie "za dużo". A ja już jestem potwornie zmęczona i już padam na twarz, i już płaczę ze zmęczenia. Po prostu.
A wspaniały kolega pisze: "Przeczytałaś dziś starożytność?"
To jest taki moment, w którym nie mam siły być miła. Więc odpowiadam "Chcesz, żebym pewnego pięknego dnia Cię zabiła? Nie zadawaj takich pytań." I czytam jego odpowiedź "Jestem głosem Twojego historycznego sumienia. To byłaby piękna śmierć."
W zeszłym tygodniu na wyjeździe ze mną było mnóstwo normalnych ludzi, którzy przeklinają co któreś słowo. I w takich momentach jak ten zaczynam ich rozumieć.

(18. maja 2015)
Swoją drogą, znalazłam dobrą motywację do czytania HS. Mianowicie DA. Ustalam sobie, że np.mogę pójść w środę na Kontakt, jeśli do tego czasu skończę książkę. (Rano miałam 350 stron, teraz już tylko 250 i czytam dalej). Pytanie, ile z takiego czytania trochę na szybko zapamiętam...no nic. Zobaczymy. Póki co pamiętam całkiem sporo, bo wychwytuję momenty, w których autorka się powtarza... ;-)
Będzie dobrze!

(21. maja 2015)
Przedwczoraj panikując jak na studentkę I roku przystało, (no bo jak nie zdam, to co z tym wszystkim, co sobie zbudowałam przez ostatnie pół roku, że poczucie władnej wartości, ufność, Tata widzi i kocha, tego ten) usłyszałam pytanie "A co to ma za znaczenie?".
Pytanie wbiło mnie w ziemię i rozmyślania filozoficzne nad życiem i egzaminem znów ruszyły pełną parą. I o ile ogólnie to ma jakieś znaczenie, no bo studia, wakacje, tego, potem jakaś praca, coś tam, życie. Okej, to jest ważne.
Ale dla muzyki i tańczenia to nie ma żadnego znaczenia. Dla tego, że Tata widzi i kocha to jest w ogóle nieważne. Bo On i tak widzi, i tak kocha, i tak otula płaszczem, i tak... i to jest po prostu zupełnie nieważne.

* * *

(29. czerwca 2015)
Już po egzaminie.
Sprawdziłam empirycznie, że nie ma znaczenia. Bo naprawdę są drugie terminy ;-).

I przesłanie dla kolejnych pierwszoroczniaków: nie wierzcie w legendy o tym egzaminie. Fakt, jest trudny, nawet bardzo. Trudno się do niego nauczyć, trudno to wszystko psychicznie wytrzymać. Ale zdać się da. Dzisiaj przyszły cztery osoby, dwie zdały, ja nie, jedna nie wiem. A PJ nie jest zakamieniałym chamem bez serca, który chce wszystkich uwalić. Jest dobrym człowiekiem.
Naprawdę.

A jutro egzamin z GALu :) trzymajcie kciuki! :) chcę mieć 5, a żeby było fajniej, to jest całkiem możliwe ;-).

piątek, 26 czerwca 2015

Wielka lista ;-)

No to pięknie.
Za trzy dni egzamin. Z historii starożytnej. Za. Trzy. Dni. Matko Święta. Refrenem na te dni będzie "Ty w serce wlewasz łaski Twej strumień, w Tobie potrafię więcej niż umiem...".

Jednak niezależnie od tego, czy egzamin zdam w I czy II terminie, czy go w ogóle zdam i niezależnie od wszystkiego, uważam, że to jedna z lepszych rzeczy w życiu, która mi się przydarza. Strasznie trudno to wytłumaczyć nie wchodząc w tajemne szczegóły mojego życia, dość powiedzieć, że dzięki egzaminowi (a raczej świadomości tego, że on jest trudny i może być ciężko psychicznie) zaczął się w moim życiu jakiś taki fajny proces. No, może pośrednio i nie jest to jedynie zasługa egzaminu. Ale fajnie ;-).

A dzięki temu, że się stresowałam (i stresuję) egzaminem, odkryłam, jak mnóstwo ludzi dookoła mnie chce mnie wspierać i mi pomaga. I po prostu chcę Wam wszystkim podziękować. Za to, że jesteście. Bo jesteście dobrzy, tacy jacy jesteście, jesteście po prostu super. To moje odkrycie tegoroczne.

Więc: DZIĘKUJĘ! Już teraz, bo naprawdę... nie wiem, co naprawdę :-). Naprawdę jestem wdzięczna.

Macie obrazek. Ktoś namalował w DA na tablicy w afrykańskiej.
Jest piękne i cudowne i się zachwycam.

wtorek, 23 czerwca 2015

Taka piękna sinusoida

Znów sesyjnie. Czy już Wam się nie nudzi? Jak się komuś nudzi, to niech nie czyta, nie warto. A ja po prostu muszę jakoś wyrzucić z siebie to mnóstwo czegoś, co we mnie siedzi.

Piękna sesyjna sinusoida. Raz lepiej, raz gorzej. I nie chodzi o zaliczanie, bo póki co, to zaliczałam to zaliczyłam śpiewająco... i straciłam głos... i pięknie chrypię. Cóż poradzić. Dobrze, że uczę się sama i raczej nikt nie jest skazany na mój śpiew, bo nie brzmi najpiękniej ;-). No ale póki co to były te prostsze zaliczenia.

Tymczasem mnożą się plany na wakacje i to takie "co muszę/chcę zrobić w Warszawie". I zaczyna ich być niebezpiecznie dużo i przestają się mieścić. No cóż, może jakoś się uda... ;-) i tak idą marzenia, marzenia, na szczęście pamiętam, żeby je sobie zapisywać, bo potem zapomnę, a tu... wciąż sesja.

Aktualnie sinusoida znajduje się na dole. Autentycznie nie mam pojęcia, jak ja dam radę się nauczyć na te egzaminy. Bo mam jeszcze trzy. W piątek, poniedziałek (HS!) i wtorek. Trochę słabe, te nie-haesowe mogły by być np. w zeszłym tygodniu i już bym miała od tego święty spokój. A tak to nie mam pojęcia jak podzielić czas, co robić, czego nie robić... ratunku!

No ale dobrze, jakoś to będzie, bo musi być. Nawet chyba będzie dobrze. Wprawdzie nie mam pewności, ale... tak jakoś niemrawa nadzieja się kołata od jednej strony mózgu do drugiej. No bo Panie Boże, dobrze wiesz, że od 3 lat chcę iść na pielgrzymkę i w te wakacje specjalnie wszystko ustawiałam tak, żeby mi nie kolidowało. Więc może nie stwarzać kolejnej przeszkody. I chcę pojechać pomilczeć. Więc może jednak lepiej, żebym zdała ;-). I chcę odpocząć...

wtorek, 9 czerwca 2015

Pożar w burdelu, ale tragedii nie ma.

Blogger zrobił aplikację na telefon. Jest beznadziejna, ale cóż szkodzi spróbować z niej skorzystać.

Jutro zaczyna się SESJA!!! :D fantastycznie. Wiąże się to z jakimś niepojętym przeze mnie naukowym wysiłkiem, którego jedynym celem jest zdanie egzaminów. A może nie jedynym? Uświadomiłam sobie właśnie, że jeśli nie zostanę starożytnikiem, to to, czego się teraz nauczę na egzamin to będzie raczej cała moja wiedza ze starożytności w ogóle. Trochę przerażające. Zaczęłam się do tego jakoś jeszcze bardziej przykładać, no bo "być historykiem i nie wiedzieć o... - wstyd!"

A tymczasem znowu jest po pierwszej w nocy, a ja nie śpię. I mam jeszcze jedną rzecz do zrobienia na jutro-dzisiaj. Smutne, bo w miniony weekend udało mi się nadrobić spanie i już je tracę... :/

Cóż jeszcze można rzec w tak krótkich i ulotnych słowach, które i tak nie oddadzą mojego nastroju ducha. Otóż w życiu jest trochę pożar w burdelu. (Ups, te słowa są mało ulotne. No trudno) Pożar w burdelu, czyli dużo do zrobienia, ale mało czasu. Jak zwykle, jak całe życie.

Ale tragedii nie ma. Oddałam dziś pracę roczną! Znaczy, wczoraj. Jestem z tego całkiem dumna. Może nie tak w pełni i w ogóle, bo hmmm...jakby to ująć, sama wiem, że jest ona niedoskonała, ale przynajmniej na parę tygodni mam od niej spokój i mogę się zająć egzaminami. I zaliczyłam łacinę, i semiotykę też, i to jest wspaniałe, bo to znaczy, że mam w sesji mniej niż więcej. Naprawdę nie ma tragedii :)

Ha! I uwaga - ważne ogłoszenie dla tych, którzy czasem rozmawiają z Tatą, który widzi i kocha oraz dla wszystkich znających sztukę tajemną trzymania kciuków - jest termin egzaminu! 29. czerwca 2015, od 10:00 (tzn. że mogę wejść na egzamin nawet o 20 jak będzie duża kolejka...a wyjść...później). Tak, to TEN egzamin, o którym w kółko piszę od pół roku. Starożytność.
Całkiem mnie bawi ten termin (no, może poza tym, że chciałam wtedy wyjechać już), bo to św. Piotra i Pawła. Nie dość, że fajne święto w ogóle, to jeszcze imieniny PJ-a (o ile takowe obchodzi, spytam ;-)).

Jeszcze a propos rozmawiania z Tatą.
Rozmawiałam dziś z E. Mówiła, że boi się zaliczenia i czegoś i się stresuje i w ogóle. Wiedząc, że czasem chodzi do kościoła powiedziałam jej "jak się boisz to się pomódl i będzie dobrze" (swoją drogą, jakby to było zawsze takie proste; uwielbiam swoje rady dla innych ludzi, przed których stosowaniem czasem się bronię rękami i nogami). Na to E. powiedziała, że nie, bo dla niej to hipokryzja, bo jak się zwykle nie modli, to jak tak można, że się "jak trwoga to do Boga" i że to bez sensu. Cóż, myślę, że nie całkiem bez sensu, bo Tata jest dobry (E. mówi, że wie) i On się nie obraża za takie rzeczy.
I wtedy E. powiedziała coś w rodzaju mistrzostwa świata: "No tak, ale jakby ktoś się do mnie pół roku nie odzywał a potem poprosił o pomoc, to bym mu nie...a w sumie pomogłabym przecież. No dobra, to się mogę pomodlić" hehe, czyli nie tylko Tata jest dobry, ale nawet jesteśmy do Niego podobni! :D nananananana!

(To nananana na koniec jest zupełnie bez sensu, ale ten post w ogóle nie ma ładu i składu, więc już zostanie; zbieranina myśli i pożar w burdelu)

czwartek, 28 maja 2015

Chyba jestem zabiegana...

Cześć Wszystkim! Każdemu! :-)

właśnie zobaczyłam, że nie pisałam tu od... dawna! No, jak na mnie. Jasne, nie ma obowiązku, ale spójrzcie, że 10 dni to dużo w porównaniu do tego, że czasem mam fazę na pisanie co drugi dzień. Albo i co dzień.

I wcale nie jest tak, że nie mam czego pisać, bo w moim życiu dzieje się mnóstwo cudownych rzeczy! Naprawdę, jestem zachwycona światem, jest taki piękny! A do sesji tyle do zrobienia...! ;-) I bardzo chętnie bym tu o tym napisała, ale nie mam kiedy (o tym, że świat piękny, a nie o tym, że do sesji tyle do zrobienia...). Teraz zresztą też jestem w kompletnym niedoczasie na dziś, ale co tam, już nie wytrzymam, no ileż można tak pościć od pisania... skoro pisanie to jest coś, co robię dla siebie.

Ale wskutek długiego niepisania pojawił się problem: o czym napisać? Co jest najpilniejsze i najważniejsze? I jeszcze jakoś się wpisuje w ideę tego bloga... ;-) chociaż z tym ostatnim jest najłatwiej, bo idea jest płynna :).

Więc będzie o sesji. A właściwie o okolicznościach towarzyszących.

piątek, 15 maja 2015

Sroga Marcysia - GAL II

Skoro i tak już jestem dziś po trzygodzinnym kolokwium z GALu i z trudem myślę, to i tak się niczego nie nauczę, to mogę coś tu napisać. Uśmiechy z GALu :)

Skąd tytuł? Profesor Niedźwiadek nam ostatnio wysłał mail, w którym była literówka - zamiast "Drodzy Państwo" - "Srodzy Państwo". Urocze, poprawiło mi humor na pół dnia.

* * *

Ja bym uprościł życie Państwu... haha, ten tekst należy do tych niedokończonych, co piszę kawałek i mam nadzieję, że będę pamiętać, dlaczego. Nie pamiętam. Ale sam w sobie jest miły.

Wszyscy widzą? Kto widzi? Za mało! Wszyscy muszą to zobaczyć!

Chociaż to jest taki fajny lemat, szkoda by go było zmarnować...

To wycieram jako zbyt oczywiste.

Jakbyśmy wzięli nieskończenie wymiarowe to mogłoby się tak wrednie zrobić, że nie wyjdzie.

Pani to zaobserwowała, a wszyscy to zapisali. Znaczy... ja to zapisałem, a wszyscy to kupili.

Czy ktoś z Państwa na ćwiczeniach lub w życiu prywatnym stosował ortogonalizację Grama-Schmidta?

No, to ci z Państwa wiedzą, że to są obliczenia, na które amerykańscy naukowcy mają określenie "pain in ass".

...Najwspanialszego izomorfizmy na świecie. Identyczności.

Zaraz! Nie musicie czekać do ćwiczeń! Zaraz po wykładzie możecie wziąć byle jaką izometrię i ją sobie rozłożyć.

Mam izometrię, która kredę przeprowadza w kredę, a tablicę w tablicę.

To one nie mogą być ze sobą równe. Mogą być równe w cudzysłowie.

Aksjomatyczna definicja przestrzeni afinicznej?
Skąd ludzie wpadli na taką koszmarną definicję?
Pytanie, jakie są przykłady, które by uzasadniały wprowadzenie tej definicji. Takich przykładów nie ma.

Jesteśmy zanurzeni w przestrzeni afinicznej.

GAL II, ćwiczenia, prof. Niedźwiadek.

-ale to było w szkole
studenci: nie było
- nie było? za moich czasów, w mrocznych czasach socjalizmu, było.

- Ale ten przykład nie jest dramatycznie trudny. Nawet ja bym policzył.

* * *

Koniec! To tak, po kolokwium, dla poprawienia humoru ;-).

poniedziałek, 4 maja 2015

A na majówkę pojechałam do Grecji...

...czyli Marcysia sfrustrowana :) (z uśmiechem zaraz po "sfrustrowana", a jakże...ja już nie umiem inaczej, to straszne!)

Zaczyna się panika pierwszorocznego studenta. No, może jeszcze nie panika. Ale taki... niewyraźny, amebowaty i nieodkryty strach. Wszak mamy już maj. A skoro maj, to znaczy, że zaraz będzie czerwiec. A z czerwcem na studiach łączy się... sami-wiecie-co. Sesja.

Usiadłam sobie 1.05, w piątkowy, słoneczny...? nie, nie było słońca... w piątkowy pochmurny poranek. Wzięłam wszystkie książki do starożytności na biurko, policzyłam strony bez przypisów, bibliografii i starożytnego Wschodu, który Bogu dzięki już zdałam w sesji zimowej. W miejsce liczby 5058 pojawiła się liczba 4130. Cóż, zawsze lepiej. No ale dobrze, to wciąż dużo, nieważne, podzielić przez 31, bo wypadałoby przeczytać w maju, a w czerwcu już powtarzać... 134 strony na dzień. Hm. Dużo.

No i pojechałam na majówkę do Grecji!


...starożytnej Grecji...


Przeczytałam coś koło 300 stron. A zatem nawet siedząc prawie całe dnie nad starożytnością ledwie daje radę zrobić 134 strony... i to jest ten moment, w którym student I roku jeszcze ma nadzieję, że mu się uda, a jednocześnie odkrywa, że prowadzący mówiąc, żeby się za to wszystko zabrać wcześniej, mieli rację. Mieli cholerną rację...

No ale z drugiej strony halo, to jest nienormalne. Czytam tę Grecję, demokracja ateńska, temat chyba każdemu chociaż z nazwy znany. Jak ktoś pamięta coś więcej to mu się majaczy jakieś Zgromadzenie Ludowe, Rada Pięciuset, może jakiś archont, strateg...
...wiecie, że można o tym napisać 200 stron? Można nawet więcej, można całe tomiszcza, i takie tomiszcza pewnie są, ale ludzie, ja czytam podręcznik dla studentów. Umówmy się, że chyba nie każdy historyk musi być aż takim specjalistą od demokracji ateńskiej. Co lepsze - jeszcze żeby na tych 200 stronach było...jakoś tak, bez lania wody... ależ skąd! Najpierw 50 stron "Czym była ateńska demokracja?", potem 100 stron "Praktyka demokracji", a potem jeszcze kolejne 50 "Ateny i idea demokracji".
Z mojego punktu widzenia można to było skrócić o połowę :). No ale dobrze, tak to się już przy czytaniu powtarzało i utrwalało, jakieś plusy są... ;)

* * *

No dobrze. Zatem 134 strony na dzień. Dziś przeczytałam 10, jutro na 3 dni wyjeżdżam (nie tam, że sobie dla fanu, na objazd naukowy... ;))... no i będzie. Fajnie. Ale ale, okazuje się, że starożytność to nie jedyny egzamin, który muszę zdać w najbliższym czasie. Bo jeszcze dwie prace roczne (<wszystko przez tutora...>), semiotyka, GAL na matmie... i gdzieś tam zaliczenia z łaciny po drodze. Świat taki piękny! :)

A żeby było fajniej no to jeszcze mam obóz! :) Obóz akurat jest fajny. Tylko nie ma komendanta...jeszcze. Ale się znajdzie ;). Na szczęście w ZHRze jest dużo dobrych osób. I ogarniętych. Które nawet jak nie mogą być komendantami, to mogą go poszukać. Miło... ;)

Najlepsze jest to, że w zasadzie to... mi się to wszystko podoba! Nawet starożytność u PJ-a, bo jestę wędrowniczkę, a wędrowniczki mają to do siebie, że lubią wyzwania. I naprawdę, jakoś tak z jednej strony strach i lęk, bo co to będzie, a z drugiej... powiew przygody. Chciałoby się napisać Przygody, ale nie, nie przez wielkie "P", bo to przygoda intelektualna. W sumie rzadko mi się takie zdarzają. Wolę takie w górach. Przynajmniej jest ładnie.

* * *

A tak to na majówkę jeżdżę do Grecji. Starożytnej Grecji.
A, jeszcze jest druga najlepsza rzecz. Tydzień temu się zorientowałam, że powinnam z tego wszystkiego wpadać w jakąś głęboką depresję... bo przecież to wygląda strasznie z boku, a poza tym zawsze tak miałam, że wpadłam w depresję. Ale nie! Jak na złość cały mój środek tańczy i śpiewa. Coś niesamowitego ;)
Znaczy...dziś trochę przestało. Ale nie całkiem. TGD chodzi po głowie non stop. Uratowani, Nadejdzie dzień. Wariactwo.
Wiosna idzie...a nawet już jest ;).

A jutro wyjeżdżam. Na "biwak-niespodziankę". Organizuje Instytut Historyczny UW. Objazd naukowy I roku. Wiadomo, dokąd (Płock) i wiadomo, o której skąd wyjeżdżamy. I że wracamy w czwartek. I koniec. Nie wiemy, gdzie będziemy spać, co będziemy jeść (i za ile...? ;)), co będziemy robić. Czuję się, jakbym jechała na "biwak-niespodziankę".
Zatem śpiwór, karimata, namiot, łuk do polowania na dziki i można jechać! :)

Pozdro! ;)
Uśmiechy! :)

PS Tak, zamiast to wszystko pisać mogłam przeczytać kolejne 5 stron starożytnej. Mogłam.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Trzeba fazę na pisanie PRZERWAĆ

z dedykacją dla Krzysia, za wczorajszy komentarz, że skoro tyle na blogu piszę, to chyba mam co najmniej magisterkę na głowie... ;)

Trzeba fazę na pisanie przerwać :( albo przerzucić :).
Jakby nie patrzeć w ciągu najbliższych dwóch miesięcy muszę napisać dwie prace i zdać trzy egzaminy. Może nie wygląda to jakoś przerażająco, ale jak się odkryje, że egzamin z HS mam u kochanego dra hab. PJ, u którego zdać się nie da, drugi egzamin jest z matmy, która jest fajna, ale jednak trzeba ją zrozumieć... a te dwie prace, co muszę napisać to się nazywają "roczne" (a nie dwumiesięczne)... zaczyna być ambitnie.

Nie, nie rzucam bloga w kąt na te dwa miesiące, bo zbyt lubię tu pisać, zbyt lubię czytać komentarze, że ludzie to czytają i że im się poprawia humor. Moje wytchnienie od trudu świata ;) i ujście nadmiaru rozmyślań :).

Więc nie rzucam bloga w kąt, ale będę pisać rzadziej. Rzadziej niż co? Rzadziej niż codziennie. Jak już mnie najdzie tak, że nie będę mogła wytrzymać ;).

A póki co wenę twórczą przerzucam na prace roczne. Fuj, fuj, nie lubię pisać językiem naukowym (zresztą chyba widać) i myśleć nad każdym zdaniem (to widać na pewno po moich nieprzemyślanych zdaniach). No cóż. Damy radę, jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam? Czy jakoś tak... ;)

Ale to nie zmienia faktu, że:

Egzaminy wprawdzie w czerwcu, ale to już teraz aktualne... ;)

Panie Boże, Ty jeden wiesz, jak bardzo mi się nie chce! ;) całe szczęście, że studiuję to, co chcę, a nie to, co ktoś mi kazał. Przynajmniej od czasu do czasu chwyta moje serce iskra zainteresowania... :)
A jeszcze teraz wiosna przyszła, to już w ogóle. Co to za pomysł robić po maju sesję! :)

Więc chodźcie dużo na spacery, nawet jak macie mnóstwo nauki. Powietrze jest dobre. (I kwiatki piękne. A ptaki śpiewają tak nieprzytomnie! że przestałam czegokolwiek na słuchawkach słuchać)

PS konspekt pracy rocznej numer 1 już prawie jest, Alleluja! ;)

czwartek, 16 kwietnia 2015

Pozdrowienia z wykładu :)

Uśmiechy GAL II, wykład, prowadzący dr TK.

Jasne jest to, co ja mówię? Ręka do góry!
las rąk
Dobra nasza!

A teraz będzie interpretacja geometryczna... żaden geometra by się na to nie zgodził, ale to JEST geometria.

Tu primy wszędzie powinny być. O, nawet niektóre primy są. O, tu prim szczęśliwy jest, a tu się zgubił...

I możecie to sobie ćwiczyć na ćwiczeniach... tak jakby to od Was zależało, co robicie na ćwiczeniach.

Pół wykładu o niezmiennikach
Nie przywiązujcie się do tych słów, bo to jest coś, co ja wczoraj wymyśliłem.

Ważne, żeby te rzeczy się zjadały.

To może teraz coś łatwego... znaczy, nie chcę powiedzieć, że to, co było do tej pory, było trudne!

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Profesor Niedźwiadek i inne opowiadania

Ooooj jak dawno nie było uśmiechów z MIMu! Na pewno wszyscy się stęsknili, ale nie martwcie się, zapisywałam, będzie dużo. Aż podzielę na dwie tury chyba, bo za jednym razem to będzie pół godziny czytania... ;)

Aha. Profesor Niedźwiadek. To mój nowy ćwiczeniowiec z GALu, bo z prof. PT niestety trzeba było się pożegnać. Profesor Niedźwiadek wygląda jak taki kochany miś polarny i...takim kochanym misiem jest w swej istocie. Wspaniały człowiek! :) A teraz już koniec wstępów, przejdźmy do meritum. Do uśmiechów profesora Niedźwiadka.

Na początku semestru:
Zostaliśmy zobowiązani do robienia kartkówek. Co najmniej raz na dwa tygodnie. Mam nadzieję, że to nie będą długie imprezy.

Dalej początek semestru, na liście 26 osób, w sali 20, ale duuuża część z podaniami do podpisu.
Nie wiem, jaka jest przyczyna, że nas tyle ubyło... No! Nie będziemy się nad tym zastanawiać.

Kolega E. tłumaczy zadanie przy tablicy:
- No, i jak tak zrobimy to będzie git. Znaczy, będzie dobrze.

środa, 4 marca 2015

Lingua Latina pulchra est

Lingua Latina pulchra est - Język łaciński jest piękny.

Jest piękny i to jest prawda, i cieszę się, że się uczę łaciny na studiach, niech żyje wydział historii i łacina w minimum programowym! Naprawdę, super sprawa, bo w sumie kiedyś chciałam, ale w szkole przecież nie ma i w ogóle. A łacina ma w sobie coś takiego dostojnego... i to jest właśnie piękne.

Łacinę, lektorat, prowadzi pani UJ. Jest całkiem sympatyczną osobą, niezwykle niezwykle niezwykle i niesamowicie dokładną, naprawdę do bólu. I teraz chodzi o to, że mamy podręcznik. W podręczniku jest gramatyka, którą przerabiamy ostatnio w tempie apokaliptycznie szybkim, jakby od tego zależało nasze życie... i teksty, które tłumaczymy i omawiamy.

Jak omawiamy? Bynajmniej nie chodzi tu o znaczenie wyrazów, bo o to chodzi dopiero na końcu. Chodzi o formę gramatyczną. Co to jest, orzeczenie, podmiot, czasownik, rzeczownik, przydawka, a jaka, a może dopełnienie...bliższe czy dalsze? A jaki to przypadek? A związek zgody z czym, a do czego się odnosi, a skąd wiemy, że to accusativus, a może jednak nie...!!!

I to jest strasznie nudne.

Ale wszystko byłoby dobrze, gdyby to się na łacinie kończyło.
A... się nie kończy.

Bo potem Marcysia idzie do kościoła, a tam na przykład "Adoramus te Christe". I zamiast modlić się jak człowiek, to rozgryza zagadki gramatyczne, co jest jaką formą, czy na pewno i z jakiej koniugacji/deklinacji są słowa, i jaki to czas i... i... i.............
I to jest potwornie denerwujące. Jeszcze pół biedy jak było "Da pacem Domine", bo to ma 3 słowa i szybko zagadki się skończyły, ale jak jest już wymienione wcześniej "Adoramus te Christe", to to jest potwornie długie...!

Lingua Latina pulchra est.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Cesarz Kennedy, czyli co zapamiętam z WBHu (2)

Z dedykacją dla grupy WBHu dra hab. PW. Oraz historii prof. ŁNS, przeczytajcie legendę koniecznie! ;)
W szczególności: Marcie, Leonardzie, Karolinie, Ewelinie, Julkowi, Kubie, Piotrkowi, Sebastianowi.
Mateuszowi, Michałowi, Kubie, Piotrkowi i Albertowi. I całej reszcie, za dużo nas, żeby spamiętać.
i prowadzącemu WBH dr hab. PW.

Dwójka w nawiasie oznacza drugą część podsumowania pierwszego semestru wielkiej przygody w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. (tu gdzieś się poniewiera część pierwsza)

Wstęp do badań historycznych z dr PW. A teraz to już nawet dr hab.! Bo strona IH UW głosi, że w styczniu 2015 się dzielnie (re)habilitował! Gratulacje! (ale się nie pochwalił, trzeba było odkryć samemu. USOS jeszcze nie wie). Dr hab. PW - Chodząca łagodność, jak napisał gdzieś sam o sobie, ale chodząca łagodność z zasadami, dodałam już ja. No i bardzo dobrze, nauczyłam się nie spóźniać. Niesamowite, myślałam, że to niemożliwe. Możliwe.

A teraz WBH mam już nawet zaliczony, więc cieszmy się i radujmy, mogę tu pisać, co chcę. (No, nie do końca, nie wiem, do kiedy oceny w USOSie można zmieniać...).

WBH to taki przedmiot,  którym sam prowadzący uprzedził na początku, że jest nudny. A to nieprawda, kłamał pan PW. Znaczy, no ok, może nie zawsze było ultrafascynująco, ale umówmy się, że ZAWSZE ultrafascynująco to może być li i jedynie na WDMie z prof. PT :), bo po prostu tak jest. Nie każdy jest profesorem PT. Wracając do rzeczy - czasem na WBH były też ciekawe teksty. I jeden z nich zapamiętam na pewno. Na pewno, na pewno, na pewno.

Legenda o cesarzu Kennedym. Leszek Kołakowski. To jest kilka stron wartych przeczytania, przemyślenia i zapamiętania. Krąży po internecie, krąży po książkach i biblitekach. Łatwo ją znaleźć, wystarczy skorzystać z wyszukiwarki Google.

środa, 4 lutego 2015

Wystrzelałam faraonów!

Był egzamin. Połówkowy. Ze starożytnej. A dokładniej - ze Starożytnego Wschodu. Ma nam ułatwić w czerwcu. Żeby nas już ze Wschodu nie pytali.

Egzamin, wybaczcie, cokolwiek idiotyczny.
Idiotyczny jednak nie znaczy łatwy.
To znaczy, że pyta o niezbyt istotne rzeczy.

Przykładowo:

Po co mi wiedzieć, z której dynastii był jakiś faraon? MERENPTAH. No po co. Dynastii było 31, i się po kolei nazywały swoimi numerami.
Strzelać można sobie do woli.

Daty panowania jakichś królów asyryjskich też można sobie dowolnie wybierać. Tiglatpilesar III.

I tak dalej.

poniedziałek, 2 lutego 2015

Koniec końców GALu I.

Tutaj dedykacje specjalne dla Traczykowców GALowych:
Kasi, Ani, Natalii, Przemka, Michała i całej reszty
Oraz dla prowadzących: dra TK i prof. PT

Zaliczyłam GAL :)

I ostatnie teksty z ostatniego miesiąca:

23 32 mówiąc wierszami
PR: Pan Tadeusz był pisany wierszem... a co by wyszło jakby go pisać kolumnami?

Ta macierz jest jakby trójkątna, tylko nie w tę stronę, co my lubimy.

Przed kolokwium. Słowem wprowadzenia - przed poprzednim kolokwium prof. PT nie znając treści zadań przerobił z nami na ćwiczeniach w ciągu 1,5 godziny chyba wszystko, co potem na kolokwium było. Zatem kolejne ćwiczenia tuż-przed-kolokwium (tzn. 15 minut po końcu ćwiczeń zaczynamy pisać)
Ja nie wiem, co będzie na kolokwium, bo specjalnie nie obejrzałem zadań, żeby móc sobie teraz dowolnie spekulować.
I oczywiście prof. PT tak jak poprzednim razem trafił w niezły procent zadań. Niesamowity człowiek :)