Mc.
Jak to rozeznać, co tu zrobić. Jak to jest, że zdanie się co chwila zmienia. Jak to jest, że raz jak już decyduje, to wychodzi tak, już okej, wprowadzamy decyzję w życie, po czym przychodzi olśnienie "Ty głupku, co Ty robisz, inaczej przecież trzeba!"
Nie miała pojęcia, jak to się robi. Testowała życie po prostu i patrzyła co wyjdzie. Znów była taka sama sytuacja. Podjęła decyzję, nawet ją sobie zapisała, żeby nie zapomnieć, że tych rozkmin już koniec... i rzeczywiście był koniec.
A potem - bęc. Jedno pytanie, trzy dni później jedno zdanie, ludzi totalnie z tematem nie związanych... i olśnienie "Nie. To nie tak ma być. Puść to. Zostaw. Tak będzie lepiej."
Mc. mówiła, że ma taką teorię, o decyzjach już podjętych. Że różne decyzje, które mamy do podjęcia... już je podjęliśmy. Już gdzieś tam krążą w podświadomości, że trzeba je tylko wydobyć. (Z kolei R. uważa, że na wszystkie egzystencjalne pytania, które zadaję, odpowiedź jest we mnie, trzeba ją tylko wydobyć. Podobne.)
I chyba czasem tak rzeczywiście jest. A może nawet zawsze.
Chodzi też o to, że w którymś momencie trzeba przestać rozkminiać i spróbować zrobić pierwsze pół kroku. Zrobić tyle kroków, żeby dojść do samego rozstaju dróg, a nie tylko do drogowskazu, że rozstaj zaraz będzie.
"To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna." (J 15,11)
"- Dlaczego oni się śmieją? - Bo są normalni." o. Romek SJ
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli ze ściany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśli ze ściany. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 18 czerwca 2015
sobota, 16 maja 2015
Będzie dobrze.
Kolejna myśl ze ściany.
Ostatnio przy porządkach biurkowych znalazłam różne obrazki. Między innymi bł. Frassatiego z fajką, a na odwrocie błogosławieństwo prymicyjne. I "wszystko będzie dobrze." Okazuje się, że to cytat z mistyczki, Juliany z Norwich. No proszę. I powiesiłam na ścianie. Obrazek i karteczkę z napisem "Wszystko będzie dobrze."
Ostatnio jak miałam zły humor, pisałam sobie z K., i on mi w którymś momencie napisał "Będzie dobrze". I włączyła mi się piosenka...
Będzie dobrze.
To tak, krótko.
I w kontekście HS, PJa i miliona rzeczy do zrobienia...
Ostatnio przy porządkach biurkowych znalazłam różne obrazki. Między innymi bł. Frassatiego z fajką, a na odwrocie błogosławieństwo prymicyjne. I "wszystko będzie dobrze." Okazuje się, że to cytat z mistyczki, Juliany z Norwich. No proszę. I powiesiłam na ścianie. Obrazek i karteczkę z napisem "Wszystko będzie dobrze."
Ostatnio jak miałam zły humor, pisałam sobie z K., i on mi w którymś momencie napisał "Będzie dobrze". I włączyła mi się piosenka...
Będzie dobrze.
To tak, krótko.
I w kontekście HS, PJa i miliona rzeczy do zrobienia...
wtorek, 12 maja 2015
Proces! :)
Jak to się dzieje, że niektóre słowa zaczynają człowieka cieszyć tak ot, pozornie bez powodu... dla mnie słowo "proces" do nich należy. Zwłaszcza w pewnych kontekstach. A czemu? Bo ojciec Romek je bardzo lubi. Do tego stopnia, że jak był pomysł, żeby w zakrystii powiesić wielki plakat z życiowymi hasłami to słowo "proces" by się na nim pojawiło (razem z pytaniami "kim jesteś?", "czego chcesz?", wrażliwością, uważnością, łagodnością i otwartością, dobrym Tatą, jesteśmy dobrzy i wszystkim innym).
Na szafce zawisło "życie to proces".
Spotkało się to odzewem wspominanej tu nieraz Młodej. Naprawdę muszę zacząć uważać, co na szafce wieszam, bo Młoda to czyta. I tak "Marcysia, co to znaczy, że życie to proces?"... egzamin z życia.
Czasem z procesem bywa zabawnie. Na przykład na historii starożytnej, jak analizujemy nawrócenie Konstantyna i wniosek prowadzącego (dodajmy: "dyplomowanego ateisty" - jak sam siebie nazywa) jest taki: "Proszę Państwa, proszę nie myśleć, że nawrócenie Konstantyna to był jeden moment, jedna chwila, wizja i już. To był proces nawrócenia (...)". Musiałam się bardzo powstrzymywać od wybuchnięcia śmiechem... :)
Tak, tak, nawrócenie też jest procesem!
I nauka starożytności też jest procesem. Nie projektem. Wiem tylko, jak bardzo nie umiem i nie mam pojęcia, jak bardzo nie będę umiała w czerwcu... ;)
.
Na szafce zawisło "życie to proces".
Spotkało się to odzewem wspominanej tu nieraz Młodej. Naprawdę muszę zacząć uważać, co na szafce wieszam, bo Młoda to czyta. I tak "Marcysia, co to znaczy, że życie to proces?"... egzamin z życia.
Czasem z procesem bywa zabawnie. Na przykład na historii starożytnej, jak analizujemy nawrócenie Konstantyna i wniosek prowadzącego (dodajmy: "dyplomowanego ateisty" - jak sam siebie nazywa) jest taki: "Proszę Państwa, proszę nie myśleć, że nawrócenie Konstantyna to był jeden moment, jedna chwila, wizja i już. To był proces nawrócenia (...)". Musiałam się bardzo powstrzymywać od wybuchnięcia śmiechem... :)
Tak, tak, nawrócenie też jest procesem!
I nauka starożytności też jest procesem. Nie projektem. Wiem tylko, jak bardzo nie umiem i nie mam pojęcia, jak bardzo nie będę umiała w czerwcu... ;)
.
piątek, 1 maja 2015
You're good... i tęsknota świata.
Myśli ze ściany. Kolejna już kartka. W sumie jest ich całkiem dużo... :) i wyrwana kartka...z życia i rozmów ;)
Na początek historyjka z kartką ze ściany.
To nie ja wymyśliłam, co jest na niej napisane. Rozmawiałam sobie:
(...)
- You're good, you're kind, your're important.
- Co to znaczy to drugie?!
- Kind?
- A, kind. Usłyszałam 'count' i się zastanawiałam co to znaczy, że jestem nie wiem, policzalna czy jakaś...
Na początek historyjka z kartką ze ściany.
To nie ja wymyśliłam, co jest na niej napisane. Rozmawiałam sobie:
(...)
- You're good, you're kind, your're important.
- Co to znaczy to drugie?!
- Kind?
- A, kind. Usłyszałam 'count' i się zastanawiałam co to znaczy, że jestem nie wiem, policzalna czy jakaś...
W zasadzie co tu dodawać ;).
* * *
Rozmawiała ze swoim znajomym. Niewierzącym. Jakoś im się zgadało na temat Boga, wiary, Kościoła i w ogóle. Poprosił ją, żeby mu opowiedziała o tym, że nie zawsze wierzyła, że miała kryzysy i jak to się stało, że jednak wierzy. Więc opowiada. W którymś momencie o tym (oczywiście), że Bóg jest dobry i otula płaszczem i w ogóle.
- O matko, a to ja zawsze myślałem zupełnie na odwrót! Dla mnie Bóg jest zwyrodnialcem, który mi tylko patrzy na ręce, a jak nie będę przed nim klękał, to mnie usmaży w piekle.
No, w takiego Boga to ja też nie wierzę. - pomyślała
Potem go zapytała o zupełnie inny wszechświat. Jakby był jakiś wymyślony świat, o którym wiadomo, że jest tam jakiś bóg, ale można go wymyślić. To jaki by chciał, żeby ten bóg był.
I odpowiedź...była niesamowita.
- Najlepszy byłby taki zegarmistrz. Że stworzył sobie ten świat a teraz patrzy i podziwia to, co stworzył.
No, to całkiem ciekawie, pomyślała, zawszeć to lepiej niż zwyrodnialec...
- Albo taki dobry.
<spada z krzesła>
- Kochający, miłosierny. Nie ukrywający się, widoczny.
<spada z krzesła coraz bardziej>
- Że całe jego stworzenie uczestniczy w jego myśleniu, zna jego zamiary.
<spadła>
- Ale wtedy wszyscy bylibyśmy jednym bogiem. To bez sensu. Ale inne wyobrażenia boga przerażają mnie i nie podobają mi się.
- Mi też nie. to było jedyne, co była w stanie odpowiedzieć. Człowieku, opisałeś po prostu Niebo. Tak przecież będzie w Niebie! Dobry, kochający miłosierny Bóg, widoczny, będziemy znać Jego zamiary...
A w zasadzie już tak jest. Już mamy kawałki Królestwa na ziemi.
Niesamowita jest ta tęsknota ludzi. Słyszałam już miliony razy, że tak naprawdę wszyscy tęsknimy za tym samym, ale... teraz w to jakoś bardziej uwierzyłam. Serio.
Jak się patrzy na ludzi na ulicy uważnie to widać. Wszyscy (przynajmniej w Warszawie) gdzieś się spieszą. Gdzieś pędzą. Tęsknota czasem jest tak niesamowicie wypisana na twarzy...! Jacy ludzie są piękni w tym! Cudowność.
Tata widzi, Tata kocha, Tata otula płaszczem i mówi, że możemy się bać, że Go nie ma, możemy w Niego nie wierzyć, a On będzie nas kochał i tak :-).
niedziela, 26 kwietnia 2015
Kim jesteś?
Myśli ze ściany.
Było już o pierwszym pytaniu ze ściany. Czego chcesz. Jest jeszcze drugie. Jeszcze bardziej denerwujące i masochistyczne. Kim jesteś. Bo wszystkie odpowiedzi "automatyczne" zdają się mieć jakieś braki i nie wyczerpywać tematu... ale zanim się rozpiszę.
Historia z kartką:
Rozmawiałam sobie z ojcem Romkiem. Stwierdził, że powiesi na ścianie taki wielki plakat ze swoimi ulubionymi hasłami i pytaniami (właśnie typu "czego chcesz?", "kim jesteś?", "proces" i w ogóle).
Powiesiłam pytanie "kim jesteś?" na szafce. Żeby o nim pamiętać. Wisi. Młoda zrobiła uroczysty odczyt pytania "Czego chcesz?", ale o tym już było. Pytanie "Kim jesteś?" nie załapało się tym razem, bo było z drugiej strony szafki...
Wieczorem poszłam do łazienki, odkręcam wodę... ktoś puka. Zakręcam wodę.
- tak?
I słyszę natchniony głos Młodej:
- KIM JESTEŚ?
Także tego, najważniejsze pytania czasem przychodzą do człowieka pod prysznicem.
Było już o pierwszym pytaniu ze ściany. Czego chcesz. Jest jeszcze drugie. Jeszcze bardziej denerwujące i masochistyczne. Kim jesteś. Bo wszystkie odpowiedzi "automatyczne" zdają się mieć jakieś braki i nie wyczerpywać tematu... ale zanim się rozpiszę.
Historia z kartką:
Rozmawiałam sobie z ojcem Romkiem. Stwierdził, że powiesi na ścianie taki wielki plakat ze swoimi ulubionymi hasłami i pytaniami (właśnie typu "czego chcesz?", "kim jesteś?", "proces" i w ogóle).
Powiesiłam pytanie "kim jesteś?" na szafce. Żeby o nim pamiętać. Wisi. Młoda zrobiła uroczysty odczyt pytania "Czego chcesz?", ale o tym już było. Pytanie "Kim jesteś?" nie załapało się tym razem, bo było z drugiej strony szafki...
Wieczorem poszłam do łazienki, odkręcam wodę... ktoś puka. Zakręcam wodę.
- tak?
I słyszę natchniony głos Młodej:
- KIM JESTEŚ?
Także tego, najważniejsze pytania czasem przychodzą do człowieka pod prysznicem.
* * *
sobota, 25 kwietnia 2015
Nawet jeśli
Ostatnio było pytanie ze ściany, to teraz wiersz. Właściwie nie do końca wiersz, bo... HiQ.
Historia kartki:
jeden z jezuitów, o. Witon SJ, swego czasu pisał wiele HiQ. Krótkich wierszy z dowcipem, które najczęściej jakoś wykorzystywały grę słów. Były wspaniałe. Publikował je na swojej ścianie na fejsie i zbierały dziesiątki lajków.
Na moich ostatnich magisowych rekolekcjach, na ostatniej konferencji, mówił nam o jeszcze jednym swoim HiQ, który kiedyś schował do szuflady "na trudne chwile":
Powiesiłam sobie tę kartkę na szafce. I wisi.
Historia kartki:
jeden z jezuitów, o. Witon SJ, swego czasu pisał wiele HiQ. Krótkich wierszy z dowcipem, które najczęściej jakoś wykorzystywały grę słów. Były wspaniałe. Publikował je na swojej ścianie na fejsie i zbierały dziesiątki lajków.
Na moich ostatnich magisowych rekolekcjach, na ostatniej konferencji, mówił nam o jeszcze jednym swoim HiQ, który kiedyś schował do szuflady "na trudne chwile":
Powiesiłam sobie tę kartkę na szafce. I wisi.
* * *
piątek, 24 kwietnia 2015
Czego chcesz? Blog 2.0
Mam na swojej szafce różne kolorowe kartki z różnymi mądrymi cytatami. Do niedawna były tam tylko mądre zdania oznajmujące, ewentualnie wykrzyknienia, ale ostatnio pojawiły się... PYTANIA. A jako że to wszystko jest mądre i mnie od czasu do czasu inspiruje, jak na to w końcu spojrzę, to trochę tu o tym będzie. Czasem będę o tych myślach pisać.
Post pierwotny był o wymówkozie. O tym, że zamiast od razu zacząć prostą drogą iść do celu, do realizacji pragnień i marzeń, to taplamy się w morzu wymówek i nic nie robimy, tylko narzekamy, że "chcę, ale nie mogę bo to, bo tamto". No i wszystko pięknie, wszystko fajnie, tylko po co ja się wymądrzałam tak te 4 lata temu, skoro JA robię tak samo. Dalej.
Każdy z nas ma marzenia, każdy z nas ma pragnienia, ja też mam ich mnóstwo, super, tylko dlaczego tak niewiele z nimi robię?
Chociaż w sumie z tym mnóstwem marzeń to bym uważała. W korpoświecie, a nawet nie tylko korpo, w ogóle dzisiaj, chyba często zapominamy o tym, czego naprawdę chcemy. Można sobie z tego żartować albo nie, a ja naprawdę parę miesięcy temu uświadomiłam sobie, że nie mam zielonego pojęcia, jakie są moje marzenia.
Pytanie "czego chcesz?" zawisło sobie w przestrzeni rzeczywistego świata i...wisiało.
Post pierwotny był o wymówkozie. O tym, że zamiast od razu zacząć prostą drogą iść do celu, do realizacji pragnień i marzeń, to taplamy się w morzu wymówek i nic nie robimy, tylko narzekamy, że "chcę, ale nie mogę bo to, bo tamto". No i wszystko pięknie, wszystko fajnie, tylko po co ja się wymądrzałam tak te 4 lata temu, skoro JA robię tak samo. Dalej.
Każdy z nas ma marzenia, każdy z nas ma pragnienia, ja też mam ich mnóstwo, super, tylko dlaczego tak niewiele z nimi robię?
Chociaż w sumie z tym mnóstwem marzeń to bym uważała. W korpoświecie, a nawet nie tylko korpo, w ogóle dzisiaj, chyba często zapominamy o tym, czego naprawdę chcemy. Można sobie z tego żartować albo nie, a ja naprawdę parę miesięcy temu uświadomiłam sobie, że nie mam zielonego pojęcia, jakie są moje marzenia.
Pytanie "czego chcesz?" zawisło sobie w przestrzeni rzeczywistego świata i...wisiało.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



