Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 40 dni uważności. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 40 dni uważności. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2015

Dawno mnie tu nie było

I trochę nie mam weny. Kilka notek jest "w przygotowaniu", ale z różnych powodów nie mogę ich dzisiaj skończyć...

Ale znalazłam w Warszawie:








Warszawskie ulice czasem są fajne.
A to był przystanek autobusowy GUS w kierunku Dw. Zachodniego (ten pod spodem, co portrety pisarzy wiszą).

To jest super, że nie trzeba nigdzie daleko jechać, żeby znaleźć coś sensownego. Wystarczy się rozejrzeć. Cały świat do nas mówi. Trzeba tylko usłyszeć...

#uważność :)

niedziela, 29 marca 2015

Blog 2.0 - O złym humorze

To jest właśnie jedna z tych starych notek, która mi się szalenie nie podoba. Rację w zasadzie mam... (ach ta skromność), ale styl, styl! woła o pomstę do nieba. Zarozumiałość na poziomie +milion, starożytni Grecy już dawno by mi zafundowali pięć tragedii, co by mnie oczyścić z hybris (pychy) i ostracyzm, żeby hańba za moją postawę nie spadła na całą społeczność. Ale mamy jednak XXI wiek i muszę sama coś ze sobą zrobić.

I to, co teraz napiszę o złym humorze, jest całkiem świeżym przemyśleniem. Ma dużo związku z dniami uważności i w zasadzie jest sobie w moim nastawieniu od miesiąca.

A. wczoraj mnie spytała, czy mam takie dni w życiu, że pozwalam sobie być po prostu smutna.
Odpisałam: Jasne, że tak!
Po czym po chwili refleksji dodałam: nie, jednak nie. Nie jasne. Bo na dobrą sprawę dopiero od jakiegoś czasu tak jest.

Nawet dokładnie wiem, od kiedy, ale już mniejsza o to. Od wtedy, kiedy do mojej świadomości doszło to, że może sobie być. To, że jestem smutna może sobie być. I mogę być smutna, i mogę być wkurzona, i mogę być wściekła i rozczarowana, i wk..., i wszystko. Mogę! Kto bogatemu zabroni... ;)

sobota, 21 marca 2015

* * *

Jaki hałas, niech ktoś to wyciszy...pomyślała, ale to była jedna z ostatnich myśli o tym, co się dzieje dookoła niej.
Zauważyła strach. Ten największy ze wszystkich, którego dotychczas nie potrafiła nazwać.
Na chwilę przeniosła się w świat snów, marzeń i wyobraźni. Otulał ją płaszczem i mówił "może sobie być. możesz się tego bać...to może sobie być"...
Jeszcze nie wybrzmiało to w jej uszach kiedy...zaćmienie przyszło. To, czego się bała. Słońce po prostu zgasło i nagle znalazła się w totalnej ciemności i bezgranicznej pustce. Słońce zgasło. Tak jakby nigdy go nie było...?

F. mówił, że najciemniej jest zawsze przed świtem...

środa, 18 marca 2015

Tata widzi. Tata kocha! :)



Można się przestraszyć. "Bóg mnie widzi. Bóg na mnie patrzy. Bóg mnie obserwuje." Zaczyna brzmieć niebezpiecznie, że zaraz Bóg będzie mi wytykał wszystkie niedociągnięcia... o grzechach nie wspominając. Można się przestraszyć.
Ale to nieprawda.

poniedziałek, 16 marca 2015

Z Bogiem w tle

A.
Uważność przeniosła się na jeden dzień do Poznania.

czasem są takie szalone pomysły, które nieoczekiwanie nagle zaczynają z głowy wychodzić i oglądać światło dziennie. Po co wstawać o 4-tej nad ranem, jechać ponad 3 godziny pociągiem do Poznania, a wieczorem wracać kolejne ponad 3 godziny i kłaść się spać w środku nocy z powrotem we własnym łóżku... No i jeszcze za ten pociąg płacić, za darmo każdy by się przejechał.
A jednak można.
Wystarczy, że dwie rąbnięte mieszkają daleko od siebie, w Warszawie i Szczecinie, i chcą się spotkać.

Wspaniale jest wybić się z życia na ten jeden dzień i przestać się spieszyć. Bez planu, bez niczego, jedyne co mnie ogranicza to pociąg o 19:33 i to, że nie mam miliona w portfelu. Możemy iść w lewo albo w prawo, możemy posiedzieć w Cacao Republika jeszcze godzinę albo już wychodzić, możemy...możemy sobie być :)

* * *

Jeździły sobie autobusami bez sensu. Nie wiedząc, gdzie są, w co wsiadają i dokąd jadą. Jak się podoba - to wysiadają. Jak nie - to czekają na lepszą okolicę. Autobus numer 60 mknął po poznańskich ulicach i uliczkach tak jak co dzień i w zasadzie nikt z pasażerów nie zwracał specjalnie uwagi na to, co dzieje się za oknem. A za oknem się działo! Za oknem był napis, który można zauważyć.
Pisk, wizg, tu im się podoba, wysiadają na najbliższym przystanku... i wracają kilometr, żeby zrobić zdjęcie napisu.


Ale o tym napisie jeszcze będzie kiedyś.


* * *

poniedziałek, 2 marca 2015

Uważność na zewnątrz i do środka

MOŻE niektórzy zastanawiają się, co z moim postanowieniem. No, sobie jest. Ale...

Na szczęście nie obwarowałam tych spacerów żadnym, że "codziennie tu coś napiszę". I Bogu dzięki :)
Bo jakoś tak jest, że jak zaczęłam chodzić na moją wspaniałą uczelnię, to mimo, że chodziłam różnymi drogami, i patrzę na to, co mijam, to... uważność się zmieniła. Z zewnątrz na do wewnątrz. W sensie - zaczynam tak sobie patrzeć i zauważać, co siedzi we mnie. Trochę to zabawne, bo chyba się tego nie spodziewałam. Trochę samo wyszło, a trochę inni pomogli... :)

A to jest internet! Miejsce wirtualnie bez mała publiczne, a nie pamiętnik czy kawa z przyjacielem.
No i klops. Zauważam, a tu nie ma co wrzucać... ;)

Kraków. Gdzieś na Kazimierzu chyba.

A tymczasem na MIMie znów się zaczęły zajęcia, za którymi się tak bardzo wszyscy stęsknili i mamy nowego bohatera uśmiechniętego - profesora Niedźwiadka. Nazywa się inaczej, ale jest Niedźwiadkiem. Polarnym w dodatku. Jest wspaniały i kochany. Ale o tym innym razem... :)

sobota, 28 lutego 2015

Uciesz się tym, co...

O tak. Myślę, że to jest dobre zdjęcie na dziś, bo boli mnie chyba pół mnie ;(. Ale to znaczy, że drugie pół nie :D

Z uważnych spacerów :)
Przy metrze Pole Mokotowskie :)

wtorek, 24 lutego 2015

I chciałabym, i boję się...

Wędrowałam sobie dziś całkiem sporo... spacer w 4 częściach. Do biblioteki, z biblioteki, na basen, z basenu... i jeszcze potem po rozmowie z R. A. Czyli w pięciu częściach nawet.

PTAKI ŚPIEWAŁY. Ale tak pięknie, tak wspaniale, tak po prostu, jak to ptaki. Wiosna idzie! I nawet jak słońca nie widać, to to słychać, bo właśnie... ptaki.

Jedna naklejka, którą widziałam (zauważyłam ;)) wczoraj... dziś jej już nie było. Ktoś ordynarnie zdarł. Znaczy... nie, niezbyt mi się podobała, ale...można ją było ładniej zedrzeć. Żeby nie było tego brzydkiego białego śladu, bo...*

Trzecia część spaceru to napawanie się ptakami i muzyką, bo dziś w MWD jest przepiękna pieśń i bardzo ją lubię. I te skrzypce, ach.

Czwarta - to po basenie. Taka...spokojna, bo nas wcześniej wypuścili i jednak nie musiałam się spieszyć. Mojemu nastrojowi było to nawet na rękę, bo... no wiecie, czasem jest tak, że wiemy, że coś będzie dobre, ale jednak stresik wcześniej jest, prawda? No i właśnie tak było.

I ostatnia część, cała w skowronkach. Ptaki cały czas śpiewały. Zawędrowałam w nowe osiedle, nie do końca wiedząc, czy uda mi się z niego wyjść tam, gdzie chcę, czy będę musiała się wracać. Tłum pędzących korpopracowników itd., potem jakiś parking, jakiś płot, ale furtka, to przeszłam, plac zabaw... Jak się odwróciłam to zobaczyłam, że na budce strażnika jest napisane w 5 językach (ale nie po polsku, bo po co!), że opuszczam strefę amerykańską. SŁUCHAM? Wyszłam stamtąd jakąś dziwną alejką, na szczęście się udało. Wprawdzie furtka łatwa do przeskoczenia, ale nad nią i nad płotem podwójny drut kolczasty. Przedziwne. Środek Warszawy. No, nie centrum, ale jednak Mokotów to nie są jakieś obrzeża... Dziwne.

Właśnie sobie uświadomiłam, że o ile tytuł pasuje to moich dzisiejszych przemyśleń i rozmowy z R., to notka jest wyłącznie o spacerach. I jakoś tak tytuł z treścią się kupy nie trzyma. Ale co z tego, mamy wolność słowa, a to mój blog, mogę robić, co chcę.

I chciałabym, i boję się.
Ale wszystko, co jest... może sobie być.
Więc mogę i chcieć, i bać się.


To jest liść. Aha, to wszyscy widzą.
Ale to nie jest taki sobie zwykły liść! To jest liść paźdzniernikowy.
Z pewnego niezwyczajnego spaceru.
Miał robaki (Kornelia, wybacz!). Od spodu.
Ale już nie ma.

*...jak tak sobie chodzę, to rozmyślam o tym, co bym zmieniła, żeby to miasto mi się bardziej podobało. Bo jest w nim mnóstwo piękna, ale ono tonie w jakichś takich innych rzeczach. I trzeba się czasem nieźle wysilić, żeby piękno dostrzec. Dlatego ludzie często mówią, że nie cierpią Warszawy, że to obrzydliwe miasto, że nie ma duszy (w odróżnieniu od Krakowa, bo Kraków ma). A Warszawa też ma duszę, ale ukrytą. Taką do poszukania.
No i właśnie to bym zmieniła. Naklejki. Słupy. Nie chodzi mi o to, żeby nic nie było, bo wtedy byłoby wszędzie zbyt elegancko, zbyt prosto i zbyt...bezdusznie właśnie. Bez klimatu, bez charakteru. Jasne, powinny być takie miejsca, np. parki, gdzie tych wszystkich naklejek i ogłoszeń nie ma. Ale na skrzyżowaniach na słupach? Czemu nie.
To co bym chciała zmienić?
Nawet najbrzydsza naklejka ładniej wygląda jak wisi ładnie, niż jak jest brzydko zdarta tak, że zostaje mnóstwo tego białego i kleju. Więc może jak już zdzierać, to całkiem, żeby ślad nie został? Bo potem jest naprawdę brzydko!
To taka naklejkowa dygresja.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Widzimisie...


Lokowanie produktu. To jakiś salon optyczny, nie wiem, czy polecam, bo nie byłam w środku.

Podobno bycie dorosłym to robienie tego, co chcę. Nie tego, co "mi się chce", tylko tego, co chcę. Wybieranie między tym, co chcemisię i co powinnam. I myślenie mniej więcej tak, żeby jak najwięcej "powinnam", "muszę" zamieniało się na "chcę". Przynajmniej mniej więcej tak mówi R., a ja mu wierzę, bo stety czy niestety, ale zazwyczaj ma rację.

Ale to wymaga myślenia.

A czasem nie chce nam się myśleć.
A czasem nawet myślę, ale i tak wygodniej jest zrobić tak jak "chce mi się", czy "widzimisie". A nie tak, jak naprawdę chcę i nie będę żałować.
I robię to, czego nie chcę! Co za paradoks...

* * *

A tak poza tym to rododendrony w Parku Ujazdowskim już mają pąki i wiosna będzie piękna! :)

niedziela, 22 lutego 2015

Życie jest spoko

K., bo to z nim dziś zwiedzałam Pola Mokotowskie.

Zabawne. Ten sam park, te same alejki, przechodziłam nimi tysiące razy. Wystarczy ostatni tydzień i już mamy ok. 7. I wciąż zauważam nowe rzeczy! :)

A część zauważyłam już kiedyś, ale dopiero teraz robiłam zdjęcia.

To zauważyłam pierwszy raz w życiu.!

A to, tuż obok, widziałam już wielokrotnie :)

Życie jest spoko! Jest nawet więcej, niż spoko. Jest wspaniałe!
Miłość też :).

Jest tylko jeden problem.
Każda minuta i każda chwila zdarza się tylko raz, wszystko, co masz, to teraz, tak szybko płynie czas... (Maleo Reggae Rockers)

Dlatego czasem lubię pójść w góry bez aparatu i nie robić zdjęć. Bo jak robię zdjęcia, to zamiast oglądać piękno w skali 100% i w jego cudownych kolorach, to oglądam je pomniejszone. Fajnie, potem są zdjęcia. Tylko jakoś widoku w naturze nie mogę sobie przypomnieć.
A czasem jest fajnie się tym po prostu ucieszyć. Tym, co jest.

* * *

I jeszcze seria tego, co tu już parokrotnie było. Mówiłam, że obsiane :)

sobota, 21 lutego 2015

Jesteś dobra.

E.


Niech zdjęcie sprzed paru dni posłuży za inspirację.
Któryś z budynków uniwersyteckich, jak się idzie Nowym Światem
od skrzyżowania ze Świętokrzyską w stronę pomnika Kopernika.

Chociaż nie o tym dziś myślę. Znaczy - nie o legalności czy nielegalności. Tylko o tym, że każdy człowiek jest w samym swoim środku dobry.

Z tydzień temu spacerowałam sobie z E. po Polu Mokotowskim (hahaha, ostatnio często tamtędy chodzę...) i po działkach i parku "radzieckim". Rozkminiałyśmy życie. E., ludzie nie są źli. Ty nie jesteś zła.

Ludzie są dobrzy. W samym środku swojego serca są dobrzy.
Ty jesteś dobra.
Ja jestem dobra.
Tylko o tym zapominam. I nie chcę w to uwierzyć. Wystarczy spojrzeć na to, ile komplementów pamiętam z ostatniego miesiąca, a ile "ale jesteś beznadziejna". I co mi się częściej przypomina i chodzi za mną całe dnie i noce.

Ale w środku [my, ludzie] jesteśmy dobrzy.
I chyba do tego tęsknimy :) do tego, żeby w to uwierzyć.

* * *

E., to nie jest tak, że jesteśmy źli, a Bóg nam pomaga jakoś się z tego zła wydostać. Jesteśmy dobrzy, a Bóg pomaga nam sobie o tym przypomnieć :).
Już jesteśmy dobrymi ludźmi. Dzieciakami Bożymi :). Tak nas stworzył.

piątek, 20 lutego 2015

Znów. Samotność.



Dziś znów na Polu Mokotowskim znalazłam to, czego szukałam już wcześniej. Znów w innym miejscu, niż szukałam ;).

Ludzie się boją samotności.
I uciekają od niej, gdzie tylko mogą.
Robią wszystko, żeby się przed nią zabezpieczyć.
Skutek jest taki, że mając setki albo i tysiące znajomych na fejsbuku, rozmawiając godzinami przez telefon, czaty, skajpy z tak wieloma osobami... w głębi duszy dalej są samotni.

* * *

W tym roku u mnie w parafii zamiast akademickiej Drogi Krzyżowej są Adoracje Krzyża.
Z ładnymi pieśniami, na głosy, instrumentalnie, skrzypce pierwsze i drugie, obój, ślad gitary, klawiszy. Ładnie.

Ale na początku adoracji krzyż leżał i nic. Nikt nie podchodził. Pewnie prawie każdy rozmyślał, czy już można, czy nie, przecież nie będę pierwszy, poczekam jeszcze chwilę. I tak dalej. Ja tak myślałam.

Pomyślałam sobie wtedy, że to paradoksalnie bardzo podobnie jak te dwa tysiące lat temu. Niby wiemy, że powinniśmy podejść, ale nikt pierwszy nie podejdzie.
I rezultat jest taki, że nikogo przy krzyżu Jezusa nie ma.

* * *

Ludzie boją się samotności. Niezależnie od tego, czy w cokolwiek wierzą i czy chodzą do kościoła.
I ukrywają ją [samotność] najgłębiej jak się da. Byle tylko nie wylazła na wierzch.
I mamy nadzieję, że zniknie.
Ale ona sama z siebie nie znika. I nie zniknie...

* * *

A gdyby tak podejść do tego krzyża, przy którym nikogo nie ma...?

czwartek, 19 lutego 2015

Krzyż to miłość




Szukałam już wczoraj tego. Bo chodzę na UW przez Pole Mokotowskie i tam na chodniku jest miejscami właśnie to, co na zdjęciu powyżej. Nawet pamiętałam kilka konkretnych miejsc, ale jak wczoraj na nie patrzyłam, to nie było.
A dzisiaj znalazłam na tej drodze, co wczoraj szłam. tylko w innym miejscu niż kiedyś. Jakoś wczoraj nie zauważyłam.

Krzyż to miłość. Miłość to krzyż.
Jeśli jest krzyż to jest też miłość. Jeśli jest miłość to jest też krzyż.

Czy jest cierpienie bez miłości...?


* * *




Przemek, a to dla Ciebie. Kamienica Twojej rodziny.

Jest trochę większa, ale mój telefon nie zmieścił całej :).

środa, 18 lutego 2015

Jak przed zjedzeniem kawałka czekolady :)

Mamy Popielec dziś.
I tak sobie myślę, że zawsze o Wielkim Poście myślimy w klimacie smutku, wyrzeczeń, najgorszy czas roku, nie można śpiewać Alleluja, chodzić na imprezy...

A ja dziś doszłam do wniosku, że Wielki Post to taki przedłużony moment tuż-przed-zjedzeniem kawałka czekolady. Znacie to uczucie, prawda? Jak się sięga po ogromną łyżkę przepysznej Nutelli. Parę miesięcy temu zastanawiałam się z Gosią, kiedy jesteśmy bardziej szczęśliwi: tuż-przed-zjedzeniem tej łyżki Nutelli czy w trakcie jedzenia... i nie wiemy! :D

wtorek, 17 lutego 2015

Kierunek: UWAŻNOŚĆ

Uważność - czyli coś, na punkcie czego Rafał ma hopla... ale to bardzo fajne coś.
Uważność. Żeby zauważać to, co się dzieje. To, co jest. Po prostu, najzwyczajniej w świecie, zauważać.

Postanowiłam sobie teraz przez 40 dni chodzić piechotą. Może nie wszędzie, ale codziennie. I przy tym chodzeniu włączyć tryb "uważność". I zauważać. Napisy na murach, na chodnikach. Drzewa, kwiatki i całą resztę tego, co bezmyślnie mijam w codziennym pośpiechu.

I sobie będę robić zdjęcia i trochę tu wrzucać. I opisywać.

Takie jest moje postanowienie. Wielkopostne, bo nie przypadkiem wymyśliłam dziś coś na najbliższe 40 dni.



Na dziś tylko tyle. Od jutra - kierunek: uważność :)