Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tata widzi i kocha!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tata widzi i kocha!. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 października 2015

* * *

Siedziały w kuchni. Właściwie to na początku siedzieli. Śpiewali, grali, słuchali. Śmiali się.
Im później się robiło, tym więcej osób szło spać.
- R., a może zostaw nam gitarę? Ja Ci wezmę do Warszawy...
- Okej, możemy tak zrobić. No, tak, zróbmy tak, to jest dobry pomysł.
W końcu o 1 w nocy zostały same. Dwie M.


* * *

I grały dalej.
Muzyka brzmiała. W zasadzie nie wiadomo, dlaczego... dlaczego śpiewały piękniej niż zwykle. Zazwyczaj umiały śpiewać czysto i ładnie. I nie fałszować. Ale tym razem ten śpiew był jakiś taki... piękniejszy. I pełniejszy. Cokolwiek to znaczy.

Śpiewały to, co miały w sercu, każda szła swoją drogą, ale czasem niespodziewanie spotykały się na tych samych motywach... czasem, nie umawiając się, zaczynały jednocześnie śpiewać to samo zdanie.

Nie umawiając się... skończyły.
Nie umawiając się... siedziały w milczeniu.


* * *

"No więc. Miłość istnieje. Dla mnie też. (A jednak)" (MJ)
I dla mnie. Też. (ja)




sobota, 24 października 2015

Milcząc w codzienności

Na początek wszystkich, którzy nie lubią czytać o Bogu od razu ostrzegam, że o Nim będzie.

Rzeczywistość jest pełna Boga.
Kipi. Bogiem.

Chodziło to trochę za nią od pamiętnych pięciu dni na przełomie sierpnia i września. Że tak jest. Jechała tramwajem i taka myśl "Rzeczywistość jest pełna Boga". I szuka. Patrzy.

Strasznie trudno jest czasem uchwycić Go wśród miliona docierających do nas sygnałów. W rekolekcyjnej ciszy w Suchej, w lesie, gdy nikt nie mówił, nie dzwonił, nie pisał... gdy nie czytało się nic ponad to, co trzeba... było lepiej słychać. Lepiej? A może inaczej? Inaczej. I lepiej. Łatwiej było usłyszeć, bo serce było nastrojone na dobrych falach i odbierało ten piąty wymiar rzeczywistości. Muzykę, której nie słychać uszami.

Wróciła do Warszawy i okazało się, że tutaj też jest. "Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem" (Rdz 28,16). Że ta codzienna rzeczywistość też jest pełna Boga. Tylko... jakoś tak, inaczej. Ciężko się do tego przyzwyczaić. Trudno to dostrzec. Ale, kurczę, jednak ojciec miał rację, naprawdę jest. Chociaż często jej nie rozumie.

***

Zachorowała. Na jakieś przeziębienie-zapalenie gardła-krtani-czegoś. Objawiało się to chrypką i katarem. Poza tym żyła normalnie. Chodziła na zajęcia, latała załatwiając różne sprawy. Ale był taki niezwykły dzień...

sobota, 5 września 2015

Wzdychać czy nie wzdychać...?

Uwaga, będzie o modlitwie i moim małym bulwersie.

Na fejsie jest dużo różnych rzeczy [truizm, wiem], między innymi taka grupa, na której się wstawia intencje, które się ma i wtedy wszyscy inni, którzy w tej grupie są (a ludzi jest dużo, ponad 12 tysięcy), i którym się akurat to wyświetli, się w tej intencji modlą. Klikają "lubię to", komentują, że się będą modlić i wspierają. Super! Naprawdę i bez ironii [w tym akapicie 4 razy użyłam słowa "który" w różnych formach, Marcysiu, gratulujemy stylu i bogatego słownictwa]

Czasem ktoś oprócz intencji proponuje jakąś formę modlitwy. Chyba zazwyczaj chodzi mu o to, że "nie potrzebuje jej dużo" - to znaczy, nie pisze "odmówcie proszę choć jeden różaniec" tylko "choć jedną zdrowaśkę". Okej, nie wszyscy muszą lubić zdrowaśki, ale to chyba taki symbol krótkiej modlitwy po prostu.

Ale często się zdarza tak, że ktoś pisze "Bóg zapłać za każde westchnienie". Albo "westchnijcie, proszę".

czwartek, 3 września 2015

jest OBECNY

No nie mogę.


Na początku sierpnia siedziałam nad starożytną Grecją i w przerwach słuchałam konferencji z pielgrzymki. Na jednej z nich było o tym, że JEST OBECNY. I chociaż prawie leżałam ze śmiechu na podłodze jak słyszałam, że ojciec Romek literuje słowo OBECNY, żeby wszyscy lepiej tę cudowną prawdę zapamiętali, to po paru godzinach wkurzona na tę całą naukę w wakacje i w ogóle postanowiłam sobie to jednak zapisać wielkimi literami. Czerwonymi. Położyłam kartkę obok notatek, okej, Panie Boże, jesteś tutaj, obok, tak, super. Kartko, nie ruszaj się.

Następnego dnia słuchając kolejnej konferencji dopisałam, że "za darmo". Co z tego, że słyszałam miliony razy, przytłoczona starożytnością mogę zapomnieć.

Po paru dniach spakowałam wszystko, dojechałam na pielgrzymkę, doszłam do Częstochowy, pojechałam w góry. Się uczyć. Siedziałam na tarasie (z widokiem na Tatry, cudnie!), wyjmuję notatki z teczki... znowu starożytność... i wypada mi ta kartka.

Potem wypadała mi chyba prawie codziennie. W ogóle to trochę niezwykłe, bo zawsze w jakimś totalnie beznadziejnym momencie, kiedy, wybaczcie (a raczej wybacz Boże), naprawdę o tym nie myślałam. Niemniej za każdym razem przypominał mi się wtedy ten moment, kiedy ojciec to literuje i było lepiej.

A potem pojechałam na 5 dni milczenia, Bóg był OBECNY, no jasne, tak bardzo że aż ała, no cudowność. Ale z Narnii trzeba było wrócić, dziś rano wyjmuję notatki, rozkładam... a tam... dobrze znajoma kartka, że "jest obecny za darmo".
Ha, tym razem o tym pamiętałam (ding-dong, fanfary, dziękuję). Ale i tak zrobiło się jeszcze radośniej.

No i co? I znowu ojciec miał rację (ręce opadają :D), jest obecny tu tak samo jak tam, i po prostu tak bardzo że aż się wylewa. Ewentualnie wysypuje. Z notatek.

Ech, macie tu tę konferencję, a co: https://www.youtube.com/watch?v=D5-aP-Cj8OU.

PS może kiedyś znajdę chwilę, żeby coś napisać z tego, co się działo przez ostatnie półtora miesiąca. Może. Kiedyś. W sumie nie ma znaczenia, skoro jest obecny zawsze i wszędzie i działa non stop, więc i na bieżąco będzie co opisywać... ;-)

piątek, 26 czerwca 2015

Wielka lista ;-)

No to pięknie.
Za trzy dni egzamin. Z historii starożytnej. Za. Trzy. Dni. Matko Święta. Refrenem na te dni będzie "Ty w serce wlewasz łaski Twej strumień, w Tobie potrafię więcej niż umiem...".

Jednak niezależnie od tego, czy egzamin zdam w I czy II terminie, czy go w ogóle zdam i niezależnie od wszystkiego, uważam, że to jedna z lepszych rzeczy w życiu, która mi się przydarza. Strasznie trudno to wytłumaczyć nie wchodząc w tajemne szczegóły mojego życia, dość powiedzieć, że dzięki egzaminowi (a raczej świadomości tego, że on jest trudny i może być ciężko psychicznie) zaczął się w moim życiu jakiś taki fajny proces. No, może pośrednio i nie jest to jedynie zasługa egzaminu. Ale fajnie ;-).

A dzięki temu, że się stresowałam (i stresuję) egzaminem, odkryłam, jak mnóstwo ludzi dookoła mnie chce mnie wspierać i mi pomaga. I po prostu chcę Wam wszystkim podziękować. Za to, że jesteście. Bo jesteście dobrzy, tacy jacy jesteście, jesteście po prostu super. To moje odkrycie tegoroczne.

Więc: DZIĘKUJĘ! Już teraz, bo naprawdę... nie wiem, co naprawdę :-). Naprawdę jestem wdzięczna.

Macie obrazek. Ktoś namalował w DA na tablicy w afrykańskiej.
Jest piękne i cudowne i się zachwycam.

środa, 24 czerwca 2015

Czy ktoś mi to może nareszcie wyjaśnić? :-)

Tata widzi i kocha. W czasie sesji to nie ulega wątpliwości, a pobożność studentów wzrasta - powszechnie znany fakt...

Dzisiaj rano było jeszcze gorzej niż wczoraj. Ciekawa jestem, kiedy dolecę wreszcie do samego dna tej sinusoidy, żeby się odbić raz a porządnie...miejmy nadzieję, że przed egzaminem ;-). No więc - było gorzej. Ale że dziś św. Jana Chrzciciela, a wieczorem szłam na koncert, to poszłam sobie rano do kościoła. Załamana. Po co ja siedzę nad tymi książkami. I tak nie zdam, i tak nic nie pamiętam.

Siadam, zmęczona, Panie Boże, zrób coś.

Czytanie pierwsze. Ładne. Lubię ten kawałek Izajasza (Iz 49). Ładnie się zaczęło: "Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył." No pięknie. Zrobiło się bezpiecznie. Po różnych wspólnotach czy innych takich mam różne fajne wspomnienia z tym fragmentem... słucham dalej, wciąż jednak bardziej załamana niż cokolwiek...

"I rzekł mi: Tyś Sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię. Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą."

Czy ktoś mi może wyjaśnić, dlaczego to znów tak trafia w chwilę?

Wiecie, w takich chwilach oprócz dość oczywistego uśmiechu, bo "Tata mówi i słyszę" zawsze sobie myślę z takim ukradkowym uśmiechem "No Tata, aż tak to nie musiałeś".
Nie musiał, ale widocznie chciał.
I to jest w sumie fajne.

I okej, nie zrobiło mi się od razu niebiańsko lepiej i nie pobiegłam w podskokach się uczyć, no ale poszłam. I się uczyłam. Jakoś dało radę.

On jest. Nawet jak myślę, że śpi.
On jest. Widzi. Kocha. Mówi.

Cudowne.

czwartek, 28 maja 2015

Chyba jestem zabiegana...

Cześć Wszystkim! Każdemu! :-)

właśnie zobaczyłam, że nie pisałam tu od... dawna! No, jak na mnie. Jasne, nie ma obowiązku, ale spójrzcie, że 10 dni to dużo w porównaniu do tego, że czasem mam fazę na pisanie co drugi dzień. Albo i co dzień.

I wcale nie jest tak, że nie mam czego pisać, bo w moim życiu dzieje się mnóstwo cudownych rzeczy! Naprawdę, jestem zachwycona światem, jest taki piękny! A do sesji tyle do zrobienia...! ;-) I bardzo chętnie bym tu o tym napisała, ale nie mam kiedy (o tym, że świat piękny, a nie o tym, że do sesji tyle do zrobienia...). Teraz zresztą też jestem w kompletnym niedoczasie na dziś, ale co tam, już nie wytrzymam, no ileż można tak pościć od pisania... skoro pisanie to jest coś, co robię dla siebie.

Ale wskutek długiego niepisania pojawił się problem: o czym napisać? Co jest najpilniejsze i najważniejsze? I jeszcze jakoś się wpisuje w ideę tego bloga... ;-) chociaż z tym ostatnim jest najłatwiej, bo idea jest płynna :).

Więc będzie o sesji. A właściwie o okolicznościach towarzyszących.

piątek, 1 maja 2015

You're good... i tęsknota świata.

Myśli ze ściany. Kolejna już kartka. W sumie jest ich całkiem dużo... :) i wyrwana kartka...z życia i rozmów ;)

Na początek historyjka z kartką ze ściany.
To nie ja wymyśliłam, co jest na niej napisane. Rozmawiałam sobie:
(...)
- You're good, you're kind, your're important.
- Co to znaczy to drugie?!
- Kind?
- A, kind. Usłyszałam 'count' i się zastanawiałam co to znaczy, że jestem nie wiem, policzalna czy jakaś...


W zasadzie co tu dodawać ;).

* * *

Rozmawiała ze swoim znajomym. Niewierzącym. Jakoś im się zgadało na temat Boga, wiary, Kościoła i w ogóle. Poprosił ją, żeby mu opowiedziała o tym, że nie zawsze wierzyła, że miała kryzysy i jak to się stało, że jednak wierzy. Więc opowiada. W którymś momencie o tym (oczywiście), że Bóg jest dobry i otula płaszczem i w ogóle.
- O matko, a to ja zawsze myślałem zupełnie na odwrót! Dla mnie Bóg jest zwyrodnialcem, który mi tylko patrzy na ręce, a jak nie będę przed nim klękał, to mnie usmaży w piekle.
No, w takiego Boga to ja też nie wierzę. - pomyślała

Potem go zapytała o zupełnie inny wszechświat. Jakby był jakiś wymyślony świat, o którym wiadomo, że jest tam jakiś bóg, ale można go wymyślić. To jaki by chciał, żeby ten bóg był.
I odpowiedź...była niesamowita.
- Najlepszy byłby taki zegarmistrz. Że stworzył sobie ten świat a teraz patrzy i podziwia to, co stworzył.
No, to całkiem ciekawie, pomyślała, zawszeć to lepiej niż zwyrodnialec...
- Albo taki dobry.
<spada z krzesła>
- Kochający, miłosierny. Nie ukrywający się, widoczny.
<spada z krzesła coraz bardziej>
- Że całe jego stworzenie uczestniczy w jego myśleniu, zna jego zamiary.
<spadła>
- Ale wtedy wszyscy bylibyśmy jednym bogiem. To bez sensu. Ale inne wyobrażenia boga przerażają mnie i nie podobają mi się.
- Mi też nie.  to było jedyne, co była w stanie odpowiedzieć. Człowieku, opisałeś po prostu Niebo. Tak przecież będzie w Niebie! Dobry, kochający miłosierny Bóg, widoczny, będziemy znać Jego zamiary...

A w zasadzie już tak jest. Już mamy kawałki Królestwa na ziemi.

Niesamowita jest ta tęsknota ludzi. Słyszałam już miliony razy, że tak naprawdę wszyscy tęsknimy za tym samym, ale... teraz w to jakoś bardziej uwierzyłam. Serio.

Jak się patrzy na ludzi na ulicy uważnie to widać. Wszyscy (przynajmniej w Warszawie) gdzieś się spieszą. Gdzieś pędzą. Tęsknota czasem jest tak niesamowicie wypisana na twarzy...! Jacy ludzie są piękni w tym! Cudowność.

Tata widzi, Tata kocha, Tata otula płaszczem i mówi, że możemy się bać, że Go nie ma, możemy w Niego nie wierzyć, a On będzie nas kochał i tak :-).

niedziela, 26 kwietnia 2015

Kim jesteś?

Myśli ze ściany.

Było już o pierwszym pytaniu ze ściany. Czego chcesz. Jest jeszcze drugie. Jeszcze bardziej denerwujące i masochistyczne. Kim jesteś. Bo wszystkie odpowiedzi "automatyczne" zdają się mieć jakieś braki i nie wyczerpywać tematu... ale zanim się rozpiszę.

Historia z kartką:
Rozmawiałam sobie z ojcem Romkiem. Stwierdził, że powiesi na ścianie taki wielki plakat ze swoimi ulubionymi hasłami i pytaniami (właśnie typu "czego chcesz?", "kim jesteś?", "proces" i w ogóle).
Powiesiłam pytanie "kim jesteś?" na szafce. Żeby o nim pamiętać. Wisi. Młoda zrobiła uroczysty odczyt pytania "Czego chcesz?", ale o tym już było. Pytanie "Kim jesteś?" nie załapało się tym razem, bo było z drugiej strony szafki...
Wieczorem poszłam do łazienki, odkręcam wodę... ktoś puka. Zakręcam wodę.
- tak?
I słyszę natchniony głos Młodej:
- KIM JESTEŚ?

Także tego, najważniejsze pytania czasem przychodzą do człowieka pod prysznicem.

* * *

sobota, 25 kwietnia 2015

Nawet jeśli

Ostatnio było pytanie ze ściany, to teraz wiersz. Właściwie nie do końca wiersz, bo... HiQ.

Historia kartki:
jeden z jezuitów, o. Witon SJ, swego czasu pisał wiele HiQ. Krótkich wierszy z dowcipem, które najczęściej jakoś wykorzystywały grę słów. Były wspaniałe. Publikował je na swojej ścianie na fejsie i zbierały dziesiątki lajków.
Na moich ostatnich magisowych rekolekcjach, na ostatniej konferencji, mówił nam o jeszcze jednym swoim HiQ, który kiedyś schował do szuflady "na trudne chwile":


Powiesiłam sobie tę kartkę na szafce. I wisi.

* * *

czwartek, 9 kwietnia 2015

Katolicy, do boju! Szturmujemy niebo!

dziękuję!!! Magdzie, Magdzie, Sylwii, Krzyśkowi, Krystianowi, Mateuszowi, Pawłowi, Ignacemu, tym, których nie znam, wielebnemu ojcu Romanowi ;) no i Panu Bogu, który dba o mój dobry humor :).



"A co, niebo to jakaś fortyfikacja, że trzeba je zdobywać?"

Wszystko, co jest niżej, nie ma zamiaru nikogo obrażać.

* * *

UWAGA! SZTURM NA NIEBO CZAS ZACZĄĆ, WSZYSTKIE ZIEMSKIE SIŁY DO BOJU! Katolicy wszystkich krajów, łączcie się! Panie Boże, uważaj, nadchodzimy!

środa, 18 marca 2015

Tata widzi. Tata kocha! :)



Można się przestraszyć. "Bóg mnie widzi. Bóg na mnie patrzy. Bóg mnie obserwuje." Zaczyna brzmieć niebezpiecznie, że zaraz Bóg będzie mi wytykał wszystkie niedociągnięcia... o grzechach nie wspominając. Można się przestraszyć.
Ale to nieprawda.

poniedziałek, 7 lipca 2014

A ci, którzy tańczyli...

"A ci, którzy tańczyli (zostali) uznani za szaleńców przez tych, którzy nie słyszeli muzyki"
Friedrich Nietzsche - jakkolwiek go nie lubię, to zdanie jest niesamowite...
G.

Tańczę. Tańczę i cieszę się życiem, a przynajmniej chcę... i wiem, że jak wreszcie ruszę swój leniwy tyłek, to będę. Tańczyć i się cieszyć. Ale ludzie nie zawsze to rozumieją. Oni nie słyszą muzyki...

Czasem słyszę muzykę i tańczę, tańczę z życiem bez końca, bo tylko tak potrafię żyć, gdy ją słyszę. I cieszę się każdą chwilą, każdym promieniem słońca, każdym oddechem i słowem, każdym spotkanym człowiekiem...