Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MaryCysia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MaryCysia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 października 2015

* * *

Siedziały w kuchni. Właściwie to na początku siedzieli. Śpiewali, grali, słuchali. Śmiali się.
Im później się robiło, tym więcej osób szło spać.
- R., a może zostaw nam gitarę? Ja Ci wezmę do Warszawy...
- Okej, możemy tak zrobić. No, tak, zróbmy tak, to jest dobry pomysł.
W końcu o 1 w nocy zostały same. Dwie M.


* * *

I grały dalej.
Muzyka brzmiała. W zasadzie nie wiadomo, dlaczego... dlaczego śpiewały piękniej niż zwykle. Zazwyczaj umiały śpiewać czysto i ładnie. I nie fałszować. Ale tym razem ten śpiew był jakiś taki... piękniejszy. I pełniejszy. Cokolwiek to znaczy.

Śpiewały to, co miały w sercu, każda szła swoją drogą, ale czasem niespodziewanie spotykały się na tych samych motywach... czasem, nie umawiając się, zaczynały jednocześnie śpiewać to samo zdanie.

Nie umawiając się... skończyły.
Nie umawiając się... siedziały w milczeniu.


* * *

"No więc. Miłość istnieje. Dla mnie też. (A jednak)" (MJ)
I dla mnie. Też. (ja)




czwartek, 22 października 2015

"Cysia, patrz, kto nas uratował..."

Me & Mary, piszę ja.

No więc tak. Powspominajmy wakacje.
Byłyśmy razem z duszpasterstwem DĄB na wyjeździe w Tatrach. Chodziliśmy dużo po górach, dużo się śmialiśmy i w ogóle.

Jakoś tak wyszło, że po paru dniach obie potrzebowałyśmy samotności. Żeby sobie coś przemyśleć. Na szczęście umiemy milczeć we dwie (cudowna sprawa! polecam gorąco mieć osobę, z którą można milczeć bez skrępowania). Więc poszłyśmy we dwie w góry. I góry, i samotnie, i bezpiecznie.

Wiało.
Bardzo wiało.
Bardzo bardzo wiało.

środa, 30 września 2015

"A więc Ty jesteś normalny? Bo my na przykład nie..."

Szanowni Państwo, Drodzy Czytelnicy!
Mam zaszczyt przedstawić Mary, to znaczy Marysię, z niezbadanych powodów zwaną czasem Marcysią... moją przyjaciółkę. Poniższą notkę napisałyśmy we dwie. To, co napisała Mary jest napisane kursywą, a to co ja - "normalnie". Dobrego czytania! :)

* * *

Rozmowy z patelni. Najlepsze.
To jest taka sytuacja, że idziesz z kimś, z kim uwielbiasz rozmawiać, bo Cię rozumie... i uwielbiasz z nim milczeć, bo Cię rozumie.
Po czym wpadacie na niecodzienny pomysł i nie myśląc zbyt wiele (czyli jednak trochę myśląc) wcielacie go w życie.
Tak było i tym razem.
Ale od początku.

5 dni milczenia. No, jakieś 20-30 minut się rozmawiało. Resztę się myślało, modliło, spało, chodziło na spacery, jadło, walczyło, umierało, powstawało... Nazywa się to Fundamentem. Takie rekolekcje w milczeniu. Prowadzą jezuici.

Wracałyśmy z Mary pociągiem. W Kutnie wsiadła trochę starsza od nas dziewczyna. Mega sympatyczna. Opowiadała nam pół swojego życia, robiła wrażenie dość beztroskiej i szczęśliwej. 
Wspaniałe.

Wspaniałe. Bo my grzebiemy w jakichś duchowościach, chcemy ustalić, co to znaczy być wolnym albo czym jest miłość, czy słowo „powinność” powinno istnieć (może powinnam twierdzić, że nie ma „powinnam”? – oto jest pytanie
), czytujemy pisma jakiegoś szesnastowiecznego mistyka i próbujemy nauczyć się czegoś, co zwie się „rozeznawanie”. Jednym słowem – kombinujemy i szukamy. A tu dla kontrastu okazuje się, że tragedią niemal życiową może być pęknięty ekran nowego telefonu. Można i tak. I też jest dobrze.


Wysiadłyśmy z pociągu, idziemy do metra. Mamy mnóstwo czasu na życie i dużo wolności. Idziemy powoli, dużo wolniej niż ktokolwiek naokoło. Trochę tworzymy zator. Ależ ludzie w Warszawie się spieszą. Niby to wiem, ale wtedy zauważyłam mocniej niż zwykle. W końcu ostatnie 5 dni jak gdzieś szłam to w tempie spacerowo-randkowym albo i wolniej.

Doszłyśmy na Patelnię (to taki plac przed wejściem do metra centrum. Mnóstwo ludzi, gość grający na krześle, zbierają podpisy, dużo akcji). Tradycyjnie mieszanka społeczna. Podpisy zbiera korwin, pis, świecka szkoła. Obok montuje się kościół uliczny...
Patrzymy na parasol świeckiej szkoły.


Jak jesteś po pięciu dniach wypełnionych milczeniem i rozmyślaniem o naprawdę pokręconych w swej doniosłości sprawach, i widzisz napis typu „Szkoła ma być świecka”, to dopada cię mieszanka irytacji (bo znowu ktoś ma „ateistyczno-społeczny problem” i rozwiązuje go w dość absurdalny i raczej nie przynoszący efektów sposób), rozbawienia (nie mają nic lepszego do roboty niż tworzyć tłum? Toż mamy ostatnie dni lata!) i ciekawości (bo jeśli to robią, to może jednak jakiś sens widzą), więc…

- Ej, Cysia, spytajmy się ich, o co tak naprawdę im chodzi...
- Tak Tak Tak!