Dziewczynce z Tatusiem
Nie mam zdjęcia :(
Ale ta dziewczynka była taka urocza! :)
Stałam sobie w kolejce do piekarni, przede mną jakiś Tatuś z córeczką...3-4 letnią chyba. A ta była zafascynowana Tatusiem:
-Tata tata tata tata...! Na ręce, na ręce!
Na to Tatuś tłumaczył, że zaraz weźmie zakupy, więc nie może jej wziąć na ręce.
A potem sobie śpiewała "Kółko graniaste, czworokanciaste..."
Kochana! I taka roześmiana :D
Uśmiechy
"To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna." (J 15,11)
"- Dlaczego oni się śmieją? - Bo są normalni." o. Romek SJ
sobota, 10 maja 2014
piątek, 9 maja 2014
Dzień XVIII. Luxtorpeda
Piotrkowi Tutturuttu
dostałam płytę Luxtorpedy! i koszulkę!
a 16. maja jest koncert! :)
i jest fajnie fajnie fajnie.
Dobrze, że kolejne matury odchodzą w przeszłość... już tylko 2 ustne i historia pisemna... :)
dostałam płytę Luxtorpedy! i koszulkę!
a 16. maja jest koncert! :)
i jest fajnie fajnie fajnie.
Dobrze, że kolejne matury odchodzą w przeszłość... już tylko 2 ustne i historia pisemna... :)
czwartek, 8 maja 2014
Dzień XVII. Odpoczynek
Panu Bogu, który daje odpocząć :)
i Karolinie za piosenkę :)
![]() |
| Patrz tak długo, aż zobaczysz żółty uśmiech :) |
Mogłam odpocząć. Nareszcie. I to było dziś najfajniejsze.
A Karolina mi wczoraj wysłała piosenkę, posłuchałam dopiero dzisiaj...
-Kto pierwszy mówi kocham przegrywa!
-Kocham! :D
...jedno z miliona wspomnień z czwórki - z ostatnich letnich magisowych rekolekcji... jak fajnie to sobie przypomnieć :)
Piosenkę można znaleźć tu - do wczoraj znałam tylko to zdanie "Kto pierwszy mówi kocham przegrywa" - nawet nie wiedziałam, że ta piosenka jest :)
Uśmiechy! :)
środa, 7 maja 2014
Dzień XVI. можем начинать
Pani R. i Rudej
Dzisiaj obrazek, a nie zdjęcie, bo na maturę nie można nic wnosić oprócz dowodu, długopisu i chusteczek, więc zdjęcia nie mogłam zrobić...
Pilnowała nas pani od rosyjskiego (pani R). Wszyscy się jej boją, zwłaszcza ci, których uczyła :> Jak zmieniałam szkołę z powrotem i wiedziałam, że to ona mnie będzie uczyć rosyjskiego...też bałam się strasznie. Już aż tak stresująco nie było jak w gimnazjum, bo trochę się nauczyłam przez pierwsze dwa lata liceum, ale jednak... jestem całkowicie w stanie zrozumieć ludzi, którzy na rosyjski reagują alergicznie.
Dzisiaj obrazek, a nie zdjęcie, bo na maturę nie można nic wnosić oprócz dowodu, długopisu i chusteczek, więc zdjęcia nie mogłam zrobić...
Pilnowała nas pani od rosyjskiego (pani R). Wszyscy się jej boją, zwłaszcza ci, których uczyła :> Jak zmieniałam szkołę z powrotem i wiedziałam, że to ona mnie będzie uczyć rosyjskiego...też bałam się strasznie. Już aż tak stresująco nie było jak w gimnazjum, bo trochę się nauczyłam przez pierwsze dwa lata liceum, ale jednak... jestem całkowicie w stanie zrozumieć ludzi, którzy na rosyjski reagują alergicznie.
wtorek, 6 maja 2014
Dzień XV. Perz, kaczki i jeleń piżmowiec
Gabrieli Prokop, znów! z którą się uśmiałam
i o. Bartkowi SJ, dzięki któremu miałyśmy powód do niecodziennej radości :)
Przepraszam za taki dziki układ zdjęć, ale nie mam czasu ich ładnie ustawić. Żadne z nich nie jest moje, ale nie dało się zrobić zdjęcia temu, co mnie ucieszyło, bo było to "pomyślcie" albo "przypomnijcie sobie" tudzież "wyobraźcie". Nie umiem robić zdjęć moim myślom, wybaczcie :) Wybaczcie również to, że dzień XV jest dzisiaj, ale wczoraj szłam wcześniej spać, bo matura, i nie zdążyłam :)
Wczorajszy dzień był... bardzo dziwny. Wahanki nastrojów takie, że...aaaa, nie lubię aż takich. W ogóle ich nie lubię, a coś takiego mnie wnerwia już nieskończenie. No, ale już tamten dzień się Bogu dzięki skończył, i miał radosny akcent - nawet trzy. Perz, kaczka i jeleń piżmowiec.
Dlaczego? Od początku.
i o. Bartkowi SJ, dzięki któremu miałyśmy powód do niecodziennej radości :)
Przepraszam za taki dziki układ zdjęć, ale nie mam czasu ich ładnie ustawić. Żadne z nich nie jest moje, ale nie dało się zrobić zdjęcia temu, co mnie ucieszyło, bo było to "pomyślcie" albo "przypomnijcie sobie" tudzież "wyobraźcie". Nie umiem robić zdjęć moim myślom, wybaczcie :) Wybaczcie również to, że dzień XV jest dzisiaj, ale wczoraj szłam wcześniej spać, bo matura, i nie zdążyłam :)
Wczorajszy dzień był... bardzo dziwny. Wahanki nastrojów takie, że...aaaa, nie lubię aż takich. W ogóle ich nie lubię, a coś takiego mnie wnerwia już nieskończenie. No, ale już tamten dzień się Bogu dzięki skończył, i miał radosny akcent - nawet trzy. Perz, kaczka i jeleń piżmowiec.
Dlaczego? Od początku.
poniedziałek, 5 maja 2014
Dzień XIV. Prezent najlepszy na świecie ;)
Zuzannie :)
Prezent najlepszy na świecie, ale nie dla mnie a dla Zuzi właśnie. I może nie taki najlepszy na świecie, ale cóż poradzić, sama chciała :).
Zeszyty. Zeszyty z notatkami (lub ich brakiem) z lekcji polskiego. Skoro już po (miejmy nadzieję) zdanej maturze, to można się nimi podzielić :)
Zeszyty, których największą wartością są cytaty nauczycieli, pani V.C. i pana D.Z., na marginesach.
Zeszyty, do których może i zaglądałam tuż przed klasówką - tylko czy coś pomogły? A na pewno nie zajrzałam do nich ucząc się "do matury". Teraz szukając ich odkryłam, że w zasadzie odkąd mi się zeszyt "skończył" to go nie widziałam aż do dziś ;p
Ale co tam. Pięknie zapakowane. I z listem, który może dość niską jakość zeszytów wynagrodzi ;)
A matura?
Ach ten stres, kiedy dowodem rozpieczętowujesz zaklejony arkusz, otwierasz, i właśnie w tym momencie się okazuje, czy masz szanse napisać wypracowanie czy nie - czy znasz lekturę czy nie. Potop. Jak dobrze, że to lubię i czytałam chyba nawet dwa razy. Albo i trzy...
co nie zmienia faktu, że temat pod tytułem "Żołnierskie emocje bohaterów Potopu" jest niesamowicie abstrakcyjny i mogli wymyślić fajniejszy.
Dziękuję (po raz pierwszy) wszystkim, którzy mnie duchowo, mentalnie i nie wiem jak jeszcze wspierali przez te 3 godziny i w ogóle teraz, w tym jakże stresującym i gorącym czasie. Kochani jesteście bardzo :)
Uśmiechy! :)
| Zdjęcie jak zwykle w genialnej jakości :) |
Zeszyty. Zeszyty z notatkami (lub ich brakiem) z lekcji polskiego. Skoro już po (miejmy nadzieję) zdanej maturze, to można się nimi podzielić :)
Zeszyty, których największą wartością są cytaty nauczycieli, pani V.C. i pana D.Z., na marginesach.
Zeszyty, do których może i zaglądałam tuż przed klasówką - tylko czy coś pomogły? A na pewno nie zajrzałam do nich ucząc się "do matury". Teraz szukając ich odkryłam, że w zasadzie odkąd mi się zeszyt "skończył" to go nie widziałam aż do dziś ;p
Ale co tam. Pięknie zapakowane. I z listem, który może dość niską jakość zeszytów wynagrodzi ;)
A matura?
Ach ten stres, kiedy dowodem rozpieczętowujesz zaklejony arkusz, otwierasz, i właśnie w tym momencie się okazuje, czy masz szanse napisać wypracowanie czy nie - czy znasz lekturę czy nie. Potop. Jak dobrze, że to lubię i czytałam chyba nawet dwa razy. Albo i trzy...
co nie zmienia faktu, że temat pod tytułem "Żołnierskie emocje bohaterów Potopu" jest niesamowicie abstrakcyjny i mogli wymyślić fajniejszy.
Dziękuję (po raz pierwszy) wszystkim, którzy mnie duchowo, mentalnie i nie wiem jak jeszcze wspierali przez te 3 godziny i w ogóle teraz, w tym jakże stresującym i gorącym czasie. Kochani jesteście bardzo :)
Uśmiechy! :)
niedziela, 4 maja 2014
Dzień XIII. Rower, spacer, łazienki, Powozownia
Mamusi, znów :)
Wyspałam się dzisiaj. Bo trzeba się wyspać dwie noce przed maturą - w noc przed egzaminem można cierpień na bezsenność (to chyba nie ja...), więc trzeba się wyspać już wcześniej. Po czym obudziłam się i pierwsza myśl "Jutro matura".
DZIEŃ ZEPSUTY.
Przekręciłam się na drugi bok i zasnęłam z powrotem :).
Wyspałam się dzisiaj. Bo trzeba się wyspać dwie noce przed maturą - w noc przed egzaminem można cierpień na bezsenność (to chyba nie ja...), więc trzeba się wyspać już wcześniej. Po czym obudziłam się i pierwsza myśl "Jutro matura".
DZIEŃ ZEPSUTY.
Przekręciłam się na drugi bok i zasnęłam z powrotem :).
sobota, 3 maja 2014
Dzień XII. Chlebuś
Mamusi! :)
Mama upiekła chleb. Dużo chleba. Jest przepyszny, pięknie pachnie i mmm... tyle szczęścia! :D
Koniec. Uśmiechy! :)
Mama upiekła chleb. Dużo chleba. Jest przepyszny, pięknie pachnie i mmm... tyle szczęścia! :D
Koniec. Uśmiechy! :)
piątek, 2 maja 2014
Dzień XI. Wieści z Sudanu
ojcu Tomkowi, który tam właśnie jest :)
Ojciec Tomek jest w Sudanie Południowym na misjach. Pamiętam jak parę lat temu na IDMach (IDM - Ignacjańskie Dni Młodzieży - przyp. autorki) mówił, że właśnie wyjeżdża.
Teraz jest tam wojna. Straszna, pochłaniająca coraz więcej ofiar. I też wojna domowa między plemionami Dinka i Neuru. Jak się skończy (o co się bardzo modlę) to bym chciała tam kiedyś pojechać na wolontariat. Bo póki się nie skończy to nie mogą go tam utworzyć... :(
Ale. Dzień XI. Dzisiaj sobie właśnie czytałam na fejsie notki-relacje o. Tomka stamtąd. Bardzo fajnie się czyta. Sadzą roślinki, żeby było co jeść, uczą Dinków hodować bydło lepiej, bardziej nowoczesnymi metodami, żeby było wydajniej... a to trudne, bo na 40 kursantów chyba 5 umiało pisać w języku Dinka. Nie mówiąc o angielskim... niesamowite to wszystko jest. Zupełnie inny świat.
Chciałabym tam kiedyś pojechać. Ech...może się uda. Boże, daj pokój Twoim dzieciom!
Uśmiechy! :)
PS Nie wiem, czy wszyscy zaglądający tu wiecie o tym, że od końcówki grudnia mój blog istnieje również na tym okropnym czymś, czyli FEJSIE. Możecie polubić, jak chcecie :) O tu właśnie kliknąć, a potem kliknąć "lubię to!" albo "like it" albo to samo w jeszcze innym języku :) uśmiechy! :)
![]() |
| Chciałam dodać screena z fb, ale nie wiem, na ile to jest legalne, a nie chcę naruszać zasad prawa ani prywatności. Zatem - macie mapę Sudanu Południowego, Afryka. źródło: mapy google |
Teraz jest tam wojna. Straszna, pochłaniająca coraz więcej ofiar. I też wojna domowa między plemionami Dinka i Neuru. Jak się skończy (o co się bardzo modlę) to bym chciała tam kiedyś pojechać na wolontariat. Bo póki się nie skończy to nie mogą go tam utworzyć... :(
Ale. Dzień XI. Dzisiaj sobie właśnie czytałam na fejsie notki-relacje o. Tomka stamtąd. Bardzo fajnie się czyta. Sadzą roślinki, żeby było co jeść, uczą Dinków hodować bydło lepiej, bardziej nowoczesnymi metodami, żeby było wydajniej... a to trudne, bo na 40 kursantów chyba 5 umiało pisać w języku Dinka. Nie mówiąc o angielskim... niesamowite to wszystko jest. Zupełnie inny świat.
Chciałabym tam kiedyś pojechać. Ech...może się uda. Boże, daj pokój Twoim dzieciom!
Uśmiechy! :)
PS Nie wiem, czy wszyscy zaglądający tu wiecie o tym, że od końcówki grudnia mój blog istnieje również na tym okropnym czymś, czyli FEJSIE. Możecie polubić, jak chcecie :) O tu właśnie kliknąć, a potem kliknąć "lubię to!" albo "like it" albo to samo w jeszcze innym języku :) uśmiechy! :)
czwartek, 1 maja 2014
Dzień X. Mój przyjaciel Bank(o)
Magdzie Żychlińskiej :)
i Williamowi Shakespeare'owi, który nam dostarczył tak niecodziennego powodu do radości :)
Taka piękna majówka, a my siedzimy i się uczymy! Napisałam zatem do Magdy, czy może wybrałaby się na spacer z lekturami na polski. Zgodziła się.
Pole Mokotowskie. Siedzimy, rozmawiamy, powtarzamy, omawiamy wydarzenia dni minionych (tych ostatnich, przecież TYLE się nie widziałyśmy! Od wczoraj!), wcinamy paluszki. Spotkałyśmy znajomego (dlatego mamy zdjęcie) i też trochę na temat od matury odbiegł... ale co tam ;)
Przypominamy sobie Makbeta. Streszczenie: Makbet ze swoim przyjacielem Bankiem. I wpadłyśmy w nieopisaną wesołość. "Mój przyjaciel Bank". No, czy to nie jest śmieszne? :)
Matura to bzdura! :)
A potem jeszcze siedziałyśmy u mnie i piłyśmy melisę. Bo przecież na maturę trzeba być spokojnym. Tym sposobem omówiłyśmy lektury od starożytności do oświecenia. Czyli wszystkie najważniejsze i najdłuższe nam jeszcze zostały... ale co tam. Najważniejsze, to że spędziłyśmy razem czas, a nauka też trochę poszła do przodu :)
Uśmiechy! :)
i Williamowi Shakespeare'owi, który nam dostarczył tak niecodziennego powodu do radości :)
Taka piękna majówka, a my siedzimy i się uczymy! Napisałam zatem do Magdy, czy może wybrałaby się na spacer z lekturami na polski. Zgodziła się.
Pole Mokotowskie. Siedzimy, rozmawiamy, powtarzamy, omawiamy wydarzenia dni minionych (tych ostatnich, przecież TYLE się nie widziałyśmy! Od wczoraj!), wcinamy paluszki. Spotkałyśmy znajomego (dlatego mamy zdjęcie) i też trochę na temat od matury odbiegł... ale co tam ;)
Przypominamy sobie Makbeta. Streszczenie: Makbet ze swoim przyjacielem Bankiem. I wpadłyśmy w nieopisaną wesołość. "Mój przyjaciel Bank". No, czy to nie jest śmieszne? :)
Matura to bzdura! :)
A potem jeszcze siedziałyśmy u mnie i piłyśmy melisę. Bo przecież na maturę trzeba być spokojnym. Tym sposobem omówiłyśmy lektury od starożytności do oświecenia. Czyli wszystkie najważniejsze i najdłuższe nam jeszcze zostały... ale co tam. Najważniejsze, to że spędziłyśmy razem czas, a nauka też trochę poszła do przodu :)
Uśmiechy! :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






